14 gru 2015

Krótka historia - Gest



Sobota. Nati zafundowała mi swój festyn - poranne przemeblowanie pokoju, bo MUSI się znaleźć miejsce na choinkę. I to nie znaczy na byle jaką choinkę, tylko na CHOINKĘ, czyli nie mniejsza niż sześć stóp, bo taka na pewno się zmieści. Orłom matematycznym przeliczę, to nie mniej niż sto osiemdziesiąt centymetrów w górę. I tak od rana jeździliśmy z całym osprzętem salonowym w każdym możliwym kierunku. No bo przecież ta pieprzona choinka musi się tu gdzieś zmieścić. Sąsiedzi z dołu - Szczurek i Halinka - pewnie każde możliwe joby w naszą stronę posłali, ale my nieprzerwanie i do zadowolenia Nati sprzętami szur, szur szur w prawo, szur, szur, szur w lewo, aż Nati pełną satysfakcję z nowego disajnu uzyskała. To koło trzynastej gdzieś tak dopiero się zdarzyło. To może kawy byśmy się napili? - rzuciłem nieśmiało - Ja zrobię - dorzuciłem jeszcze szybciej. Nati nie chcąc wyjść na ciemiężce, zgodę wyraziła, ale na dłuższy przestój w pracach nie pozwoliła. No bo to już pierwsza, a roboty po kokardy jeszcze zostało. Iść po chojaka, przynieść chojaka, ustawić chojaka, lampki porozwieszać w mieszkaniu i takie tam. Kawę wysiorbałem czym prędzej, jesionkę na garba rzuciłem i dalej w te angielskie słoty, wiatry i chuj wie co jeszcze.
W pierwszym miejscu drewka nie przypadły nam zbytnio do gustu. W drugim trafiliśmy na sprzedawcę czarusia, który prawie upchnął nam wszystkie choinki z placu, pół Londynu i królową z jej pałacem. Chwilę później dymaliśmy na kursie do domu z chojakiem, stojakiem, lampkami (średnio nam potrzebnymi jak się okazało) krzewem ostrokrzewu. Udało nam się wybronić przed wieńcem z ostrokrzewu - bez którego Święta według sprzedawcy podobno nigdy nie będą takie jak być powinny.
No i dymamy nazat. Nati otwiera pochód, ja go zamykam. Choinkę targam na garbie, bo jakżeby inaczej. Szczęśliwie do domu nie mamy daleko, a choinka chyba z wdzięczności okazuje się nie taka ciężka jak myślałem. A to dwa metry drzewka wychodzi. Wygląda to tak - choinka, szyja i na dole cały ja. Jak zawieje akurat, to zakołyszę się lekko, ale z azymutu nie zbaczam i tak drepce za Nati na słuch bardziej niż z tego co widzę. Bo widzę qurwa niewiele. Rozpaczliwie to musi wyglądać, bo w pewnym momencie zatrzymuje się gość busem, bodajże Transitem. Jakieś bla, bla, trele, trele słyszę. Wyściubiam więc łeb nad choinkę i widzę typa z uśmiechem, który pyta czy daleko mamy. Szczerze, to w tym konkretnym momencie mieliśmy już piczy kłak do domu. To najpierw ja, a później Nati odrzekliśmy, że niedaleko. Gość był jednak tak serdeczny mówiąc, że daleko, czy nie, ale to zawsze lżej gdy nas podrzuci, więc co było nie skorzystać. Chojaka wrzuciliśmy na pakę i skorzystaliśmy. Niespełna pięćset metrów. Przyznam szerze strasznie mnie tym ujął. Swoją bezinteresownością. Aż mi się głupio robi, kiedy o tym myślę. Bo wychodzi jaki dziki jestem, z jakiego dzikiego kraju pochodzę, gdzie wciąż trzeba doszukiwać się podstępu w ludzkiej dobroci. Poza tym jak to u mnie, okres karencji na Angola powoli mija i coraz bardziej jego buraczaność mi doskwiera. Zbieram się, by atak frontalny wnet na niego przypuścić, a tu typ się zatrzymuje ot tak, nie proszony i jednym gestem zamyka mi ryło na dobre. Jednym gestem rozłożył mnie na łopatki. Jak tu teraz w magię Świąt nie wierzyć?
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

8 komentarzy:

  1. Tak bylo :) Szkoda, ze nie ma zdjec choinki, dla potomnosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla jakiej potomności? Zdjęcia są w odpowiedniej przegródce

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak teraz sobie sytuacje przypominam, to chyba jednak kawy nie dostalam :)
    A lampki sie przydaly, sa na choince, razem z tymi przywiezionymi z Singapuru. Razem 400 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawy nie dostałaś, to fakt, ale pytałem. Byłaś tak zaaferowana, że nie w głowie Ci była kawa.

      Usuń
  4. Wilku, bo to był Św. Mikołaj :) egj

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki angielski Mikołaj, który w niejednym pubie się już o barek opierał.

      Usuń
  5. na marginesie... śmieszą mnie te weryfikacje "czy nie jesteś robotem", żeby opublikować komentarz jako anonimowiec. Teraz komputer prosił, żebym wybrała obrazki na których jest pociąg, hahaha... :)
    ciekawe co wymyśli teraz jak będę publikowac ten post ;-)

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers