23 lut 2016

Bezdomni


Bezdomni. Kiedyś nie zwracali mojej uwagi i nie sądziłem, że kiedyś zaczną, ale owszem. Podpatruję ich od dawna. Ich, oraz osoby, które ulegając prośbom wrzucają moniaki. Zacząłem jeszcze w Singapurze. Czemu to robię? Od zawsze, jak sięgam pamięcią słyszałem nauki - nie dawać. Dasz, jesteś frajer. Wychowanie w takim duchu jest dość popularne w naszym kraju. Taka polska mentalność, wietrzyć podstęp, nie okazywać współczucia. Pewnie sobie zasłużył. Tymczasem wokół widzę co innego. Ludzie rzucają mamonę i nie rozprawiają, czy to ryba, czy wędka.

Holenderscy bezdomni nie zapisali się w mojej pamięci. Mimo, że szczególnie dawno się nie działo, to jakoś trudno mi sobie przypomnieć bezdomnego na holenderskiej ulicy. Niebieskie ptaki owszem, na metry, ale bezdomnych sobie nie przypominam. Może Utrecht nie nadawał się zbytnio do bezdomności, a może perfekcyjny system holenderskiej opieki społecznej czynił cuda? Nie wiem.
W Singapurze bezdomność jak i żebranie jest zakazane. Faktycznie, bezdomność to zjawisko nie singapurskie. Żebranie zaś skrywa się pod przykrywką sprzedaży - nawilżanych lub nie - chusteczek jednorazowych. Tam towar niezbędny. Warte kilkanaście centów, oferowane za dolara. Tajemnica poliszynela, ale wszystko w granicach prawa. Ci, którzy je sprzedają to najczęściej osoby starsze, emeryci.
Pamiętam mężczyznę, który siedział codziennie na schodach naszej stacji metra z wystawioną miseczką na drobne. Nic nie mówił, o nic nie prosił, ludzie wrzucali. Przy każdym pobycie w wiosce malajskiej widywałem osoby upośledzone zdrowotnie proszące o pomoc finansową. Singapurczycy rzucali, a ja cwańszy od najcwańszych się dziwiłem. Z upływającym czasem oraz kolejnymi przypadkami moje dziwienie przeszło w proces myślowy i rodzące się pytania. Kto ma rację - ja, czy oni?
Ilekroć widziałem tego obśmiewanego przeze mnie singapurczyka rzucającego klepaki w miseczkę, miałem ochotę puknąć go w głowę - Halo, jest tu kto? Ale ci, którzy rzucali wcale nie wyglądali na oszukanych frajerów. Rzucali, bo chcieli, bo wierzyli, iż ten co prosi rzeczywiście potrzebuje pomocy, nie oszukuje. Jakaś zadziwiająca wiara w ludzi.

Bezdomność w Londynie ma się świetnie. Zaskoczony jestem ilością osób bezdomnych na ulicach. Stanowią nierozerwalną część miasta, a ich widok chyba wszystkim spowszechniał. Nikt nie zwraca na nich uwagi, nie odwraca głowy, nie wstrzymuje oddechu, nie udaje, że nie widzi. Oni są! Są częścią londyńskiej rzeczywistości jak samochody, wiaty na przestankach, policjant na rogu, skrzynki na listy. Można ich spotkać przed prawie każdym sklepem ze spożywką. Siedzą z całym swym dobytkiem i proszą o drobne. Nigdy nachalnie. Raz, jedno pytanie i wystarczy. Ktoś rzuci, ktoś nie rzuci. Bywa, że częściej, bywa, że rzadziej, ale ludzie wrzucają drobne jakie im zostały po zrobionych zakupach. Wielokrotnie widziałem, że przynoszą kawę, ciastka. Czasem ktoś przysiądzie, porozmawia. Wyglądają szablonowo. Zmęczeni życiem, w zniszczonych ubraniach, ale tylko w sporadycznych wypadkach czułem by któryś śmierdział, czy zdradzał oznaki niedawnego kontaktu z alkoholem. Nie chcę sprzedawać fałszywego obrazu, ani kolorować rzeczywistości, bo Londyn to nie Eden. Tutaj także widuję śmierdzących obrzępów, którzy bardziej niż z życiem, przegrali wojnę z alkoholem. Mimo wszystko mam wrażenie, iż są w mniejszości. Zimą, londyńscy bezdomni mogą korzystać z darmowych przejazdów autobusami nocnymi, co w zamierzeniu ma ich ustrzec przed chłodem.

W końcu się złamałem. Wrzuciłem już kilkukrotnie. Może i jestem frajer, ale żaden nie wyglądał jakby chciał mojego funciaka przeznaczyć na upodlenie. I jakoś generalnie budująca jest ta wiara w ludzi.

W Polsce nie widziałem bezdomnych. Podobno są. Wierzę, że są. Wszędzie są. Widziałem za to mnóstwo żebrzących meneli. Być może część z nich nie ma gdzie mieszkać. Tych, których widuję na ulicach są brudni, śmierdzący, strawieni przez alkohol. I tego do końca nie rozumiem. Dlaczego tak często alkohol łączy się z bezdomnością? Dlaczego tutejsi bezdomni, chociaż wszystkich nie zlustrowałem, nie śmierdzą, bądź rzadko im się zdarza? Starają się zachować godność. Nie oceniam, tylko nie rozumiem.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers