17 lut 2016

Sztubel, film dla drugiej zmiany, kanapki Sebastiana


Oglądałem film. Taki dla dorosłych. Były przekleństwa, alkohol, nagie kobiety, równie nadzy mężczyźni, narkotyki, papierosy, seks i pościgi samochodowe. Prawie jak w amerykańskim filmie, tylko, że film był francuski. Mniejsza o to. Występowała w nim kobieta, piękna i powszechnie znana, którą czasem można było zobaczyć tak jak ją Bóg stworzył. Pod warunkiem, że istnieje. Był i mężczyzna, równie przystojny co ona piękna i czasem tak samo nagi. Niestety dla niego, gdy tylko kamera kadrowała go w całości z fajfusem, jego czar pryskał. Nie wiem, może jakiś spaczony estetycznie jestem, ale widok mężczyzny z fajfusem zatraca walor estetyczny w przeciwieństwie do widoku nagiej kobiety. Jak z orłem. Jego profil prezentuje się kozacko, orzeł amfaz niestety już komicznie. Mężczyzna z fajfusem, to takie Maseratti na cegłach. Niby Maseratti, ale nie bardzo.

Więc w tym filmie, ta piękna kobieta i fajura tworzyli prawie jedność. Można powiedzieć, ze sztublem prawie się nie rozstawała. I jakoś on jej pasował, jakoś współgrali ze sobą. Potrafiła się nim tak zmysłowo zaciągać, że nogi się uginały. Mężczyzna również, kiedy tylko był ubrany, jakby sztubla miał przyklejonego do dłoni. Ten papieros nadawał mu sznytu. Czekać długo nie musiałem, by moja wewnętrzna przekora podszepnęła mi bez zastanowienia - wszystko fajnie, tylko jak oni muszą być przesiąknięci tymi fajurami. Co by jednak nie mówić, szklany ekran papierosowi służy. Tylko tam wypada okazale, bo jego wady są nie do wykrycia. Tylko w filmie piękna kobieta i wybitnie przystojny mężczyzna po schajcowaniu całej paczki fajurek szczepiają się w namiętnym pocałunku. Niewątpliwie papieros to gwiazda szklanego ekranu. Jego młodszy brat już nie bardzo. Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić namiętną scenę łóżkową, a po niej parę dzielącą się jednym elektrycznym sztublem. Groteska. Albo Boguś Linda jako pies Franz - Ty stara dupa jesteś - i zaciąga się elektryczniakiem. Żart.

Przeniosłem się myślami do pierwszego kontaktu z fajkami. Druga lub trzecia klasa, pamięć szwankuje, wszystko pozostałe pamiętam doskonale. Zabraliśmy się do tego we trzech. Troje to taka zgrabna grupa, w sam raz. Ja, Adam Chomicz zwany Chomikiem i muszę zadenuncjować obecnego wiceprezydenta Szczecina, z którym poza tym, że do jednej klasy uczęszczałem, to jeszcze długo kopaną w klubie trenowałem. Lekcje zaczynaliśmy dopiero na dwunastą z jakimś hakiem. Dzień wcześniej zaopatrzyliśmy się w fajury w nieodległym kiosku. Problem pojawił się kiedy trzeba było zdecydować kto sztuble przechowa do następnego dnia. Żaden z nas jakoś zbytnio się nie palił. I tu Mariusz vice uniósł ciężar odpowiedzialności i fajany zadekowaliśmy u niego w piwnicy. Nazajutrz godzina 8.30 zameldowaliśmy się u Chomika. Nas trzech, sztubli czterdzieści Klubowych, telewizor, program dla drugiej zmiany i jakieś trzy godziny fajczenia. Chyba tak to szło - dziennik, blok telewizji edukacyjnej, domowe przedszkole, film dla drugiej zmiany, telewizja edukacyjna. Przez te trzy godziny czułem się niezwykle dorośle i męsko. Nie pamiętam jaki film w ten dzień oglądała druga zmiana, jak również nie wiem jakim cudem udało nam się sfajczyć czterdzieści papierosów w trzy godziny. Najwyraźniej dla prawdziwych facetów to żadne wyzwanie.

Fajki się skończyły, lekcje się zbliżają, czas wychodzić. Już po wyjściu, na dole, Chomik powiew wiosny wyłapał, bo mu chlorofil do głowy uderzył; zielony się zrobił. Słabym głosem oświadczył, że on to jakoś się nie tęgo czuje i chyba w zasadzie to chory jest, do szkoły nie idzie i wraca do domu się położyć. Dobra jest, poszliśmy sami z Mariuszem vice. Żaden z nas nie sądził, że sprawa przybierze rozmiary afery. Swoje na lekcjach odpękaliśmy, przy wyczytywaniu listy obecności mówiliśmy, że Chomik to chyba chory jest prze Pani. Pech chciał, że jakoś wkrótce była wywiadówka. I na niej mama Chomika zrobiła raban. Bo Chomik jak wrócił do domu, to mamę powiadomił telefonicznie - był szczęśliwym posiadaczem telefonu w tych czasach, bo tata Chomicz wojskowy - że leży kołami do góry. Mama w te dyrdy pojawiła się na sygnale i Chomik musiał wyśpiewać wszystko, że to tylko sztuble i on na drugi świat jeszcze się nie wybiera. Stylowo się jednak zachował, bo pary nie puścił z kim sobie fajczył. O to właśnie afera na wywiadówce wybuchła. Wiadomo z kim Chomik trzyma, co ścieżkę postępowania dochodzeniowego nieznacznie sugerowało. No raczej nie z Sebastianem Majsnerem, który oprócz tego, że był najlepszym uczniem, to miał najlepsze kanapki nie tylko w klasie, ale chyba w całej szkole. Cała szkoła znała kanapki Sebka. Kolejki się ustawiały. Ja z nim w dobrej komitywie żyłem i Sebek jedną kacanapkę zawsze dla mnie trzymał. Nie wiem, jak i kto robił te kanapki Sebie. Zawsze, dzień w dzień, świeżutka bułka. Należy wziąć na wzgląd czasy w jakich akcja się rozgrywa. Posmarowane masłem ile trzeba, nie za grubo, nie za cienko. Sałata, szynka lub inna chuda wędlina, czasem cieniutko pociągnięte deficytowym majonezem. W tych czasach! Nie produkt sero podobny z rozciapkanym masłem, czy pasztetowa. To było arcydzieło kanapkowe, zawinięte dodam w prawdziwą folię alu, nie papier śniadaniowy. No i po te kanapki, ustawiały się kolejki już od pierwszej przerwy do Sebka. A on miał ich tyle, że aż dziw, że jeszcze książki mu się w tornistrze mieściły. Mama Sebastiana musiała być szczęśliwa, że dziecko takim apetytem obdarzone.

Wracając do fajurek, wszystkie poszlaki prowadziły do mnie i do Mariusza vice. Szczęśliwie my cały materiał dowodowy puściliśmy z dymem i też szliśmy w zaparte, mimo że po wywiadówce Danuta Matka tornister szczegółowo mi przetrzepała. Upiekło się. Tak się skończył mój pierwszy kontakt z fajaną. Teraz tylko w filmach oglądam.

Dopisek:
Już po napisaniu tekstu dowiedziałem się, że Mariusz vice już nie jest vice. W trakcie gdy tekst powstawał złożył rezygnację, która została przyjęta. Został rzucony na inny zagrożony odcinek robót.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers