2 mar 2016

Ekspert


Kredyt we frankach. Posiadamy. Swoisty rodzaj przynależności do polskiej klasy aspirującej oraz wyznacznik, który odpowiednio pozycjonował w hierarchii społecznej. Trudno mi jedynie znaleźć wystarczająco dobrą odpowiedź, w czyich głowach to pozycjonowanie się odbywało. W tych, którzy kredyt posiadali i wciąż posiadają, czy w tych co o kredycie dopiero marzyli?

Zatem, co już ustaliłem, kredyt jest. Na trzydzieści qrwa lat i ani dnia mniej. Teraz już tylko na dwadzieścia trzy, choć nie należy tego rozumieć jakoby bank odpuścił nam siedem lat. Jak większość pojebów z kredytem, byliśmy szczęśliwy kiedy go ostatecznie wychodziliśmy. Z kredytu wykluło się mieszkanie. Nie Marina, nie Eko Park i nie miasteczko Wilanów, ale też w sam raz dla polskiej klasy aspirującej. Mimo wszystko, doszukując się plusów całej sytuacji, cieszę się, że to nie wilanowskie koszary.

Do pełni szczęścia zabrakło nam na stanie, samochodu klasy SUV, bądź chociaż wielkiego kombiaka z kratką. Nie zdążyliśmy; wyjechaliśmy z kraju. Weszliśmy za to w posiadanie dwóch karnetów do Gimnazjonu. Człowiek głupstwa zdarza się, że czyni i wstyd mi za to jak cholera. Nie byliśmy tam ani razu, lecz nie wiem, czy to wystarczy za usprawiedliwienie? Z Polski wyjechaliśmy, karnety opchneliśmy, a niedługo później sieć padła. Mam nadzieję nie z naszego powodu. Marzenia o przynależności do klasy aspirującej pogrzebaliśmy poprzez porzucenie. Jedyne co nam zostało, to kredyt.

W swoich zachowaniach nie byłem odosobniony. Każdy świeżak z kredytem zaczyna pilniej przysłuchiwać się w doniesieniom zakresu ekonomii i gospodarki. Takimi, które w mniemaniu świeżaka mają wpływ na ratę kredytu. W praktyce ogranicza się to do czterech słów - po ile dzisiaj franek. Moje zachowania nie odbiegały od rutyny. Mimo, że opisałbym się jako abnegat finansowy porównywalny z naszym kotem, to z wytrwałością czyniłem starania by wyłapać długotrwale zapowiadające się trendy, wynikające z retoryki licznych i wszechobecnych EKSPERTÓW psia jego w dupę mać.

Mniej więcej w tym właśnie czasie, w sposób świadomy zwróciłem na nich swoją uwagę. Na EKSPERTÓW. Nasz kot okazał się być mimo wszystko większym bystrzachą ode mnie. W czasie kiedy ja siedziałem z uchem przy radiu, podczas kolejnych wiadomości gospodarczych, kiedy wgryzałem się w kolejne prasowe doniesienia i prognozy ekonomiczne, nasz kot spał mając w dupie EKSPERTÓW. Poszedłem za jego przykładem - pierdolcie się matoły.
Żyjemy w czasach EKSPERTÓW. EKSPERTÓW od wszystkiego. Rzecz doszła absurdu. Wagę każdej debato konwersacji prowadzonej w telewizorze podnosi się poprzez udział EKSPERTA. Temat nie gra roli. Każde za i przeciw wspiera swym słowem EKSPERT. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy istnieje miejsce, taka powiedzmy wypożyczalnia EKSPERTÓW od wszystkiego? I czy popyt na EKSPERTÓW to model przeszczepiony z krajów cywilizacji zachodniej, czy tylko taki krajowy dziwoląg?

Zresztą, Polska to chyba również fenomen w innej kategorii. Sondaże. Katujemy się, katują nas. Bez opamiętania. Jesteśmy bodaj jedynym krajem, gdzie sondaże są wynikiem nie tyle rzeczywistych nastrojów, ile czynnikiem, które na te nastroje wpływają. Co kilka dni nowy sondaż. Zatem jako niespełniony socjolog, prawie że EKSPERT chciałem zadać pytanie - a jaki qrwa miarodajny sondaż można wysmarować w trzy dni? Instytut otrzymujący zlecenie, zatrudnia dwóch studentów; ci dysponując listą i ograniczonym zakresem czasu wykonują serię połączeń telefonicznych zadając mgliste pytania; otrzymują równie mgliste odpowiedzi, które można przypisać do każdego rodzaju pytania. Wieczorem wyniki sondażu publikowane są w wydaniu informacji. Słupki rosną, spadają.

EKSPERCI. Zaczęło się chyba od sportu i studiów… nie, nie, EKSPERT aby bredzić nie musi posiadać wykształcenia, a na pewno studiować. On bredzi sam z siebie. Studiów sportowych w telewizorze, znaczy się takiego pokoju z kamerami, gdzie zasiada niezliczona ilość EKSPERTÓW, a drugie tyle ma nadzieję, że oni również kiedyś dostąpią. Jako fan kopanej skoncentruje się na najlepiej mi znanych okolicznościach.
Wraz z wylęgiem stacji telewizyjnych zaogniła się walka tychże o kibica w kaputkach. Uznano, że jest to element tępy i należy go do-edukować. Więc wyżej wspominany w kaputkach, oprócz meczu, przy którym mógł raczyć się piwem, zyskał dodatkową atrakcję. Opaleni - zwykle za sprawą solarki - panowie w zastanawiających krojach garniturów, rozpoczęli inteligentne tyrady o futbolu. Tym samym, stary model przekazu, gdzie pan w studiu woła pana w zajebiaszczo wielkich słuchawkach - Halo, Darku jak mnie słyszysz? - przeszedł do lamusa. Wszyscy wiemy o jakiego Darka chodziło, a futbol od tego momentu stał się rozrywką dla inteligentów. Nie mniej, nie więcej.

Mam znajomego. Chłop ewidentnie z problemami osobowościowymi, a niedawno jakby na dodatek ów sławny kryzys wieku średniego jeszcze mu dojebał. Żonę z dnia na dzień porzucił, co zbrodnią ostatecznie jeszcze nie jest. Podobno nigdy nie był szczęśliwy. Niech mu będzie. O dziecku nieszczególnie dobrze pamięta, że posiada. Zrzucił kilkanaście kilogramów, chwała mu za to; ciało rzeźbi, zarost zapuszcza, nie wiem jak to robi, ale opalenizna nigdy z niego nie schodzi. Be-emę nówkę sztukę nie śmiganą ekstras pełen w salonie sobie sformatował. Każdy by chciał i nie powiem, gul lata. Szkopuł w tym, że dziecku jeść i pić w niej zabronił, nie mówiąc o przewiezieniu rowerka w bagażniku. Pobrudzi się. Bagażnik ma się rozumieć. Rowerowe szaleństwo go porwało do tego stopnia, że w masie krytycznej bierze udział. Do rolek zapałał miłością i niby nic w tym dziwnego, miliony ludzi się roluje, ale chłop do niedawna nie wiedział do czego to służy. Na koniec lub w trakcie tego przeobrażenia, wiernym kibicem zwycięskich drużyn postanowił zostać. Tu mnie znajomy lekko zastrzelił, bo pamiętam jak dziś, gdy przy okazji rozgrywanych przed kilku laty Mistrzostw Europy, wspominałem, że mam pamięć do takich dupereli, jednoznacznie określił wszystkich interesujących się futbolem - Trzeba być debilem, żeby oglądać jeszcze większych debili, którzy biegają za jedną piłka jak psy za kijem i cieszą się gdy uda im się ją wepchnąć do czegoś co nazwali bramką.
Lubi ten mój znajomy takie dosadne określenia. Niewiele mnie zdziwi, nie zdziwił i mój znajomy, gdy podczas ostatnich Mistrzostw Świata w fejsbukowym klubie kibica wygłaszał mowy retoryczne o wyższości jednych drużyn nad innymi, snuł dogmaty na tematy taktyczne, przeprowadzał wnikliwe analizy poszczególnych graczy, słowem kibol mucha nie siada. Więc ten mój znajomy to taki na poły EKSPERT, na poły wytwór EKSPERTÓW, a w przeważającej części zjeb.

Więc era …Halo Darku… w futbolu zakończyła się bezpowrotnie. Do studia wkroczyli EKSPERCI. Początkowo było trudno, bo EKSPERT rekrutował się ze środowisk dawnych kopaczy, a polski kopacz elokwencją zaś nie grzeszył, co w połączeniu z rodzącymi pytania kreacjami rodem z dyskoteki w Siedlcach, tworzyło produkt nie do strawienia. Bez dwóch zdań, EKSPERT wymagał obróbki. Obecnie studia sportowe w telewizorze dysponują całymi zagonami EKSPERTÓW. Byłych i aktualnych kopaczy oraz treneiro. Im mniej osiągnięć, tym lepszy EKSPERT. W sukurs EKSPERTOM przychodzi technika. Chociaż niektórym nie bardzo i bywa, że technika zagoni EKSPERTA w kozi róg, ale wszystko z korzyścią dla kibica w kaputkach, który zyskuje ubaw. Oprócz czczego gadania, przywilejem EKSPERTA jest możliwość kreślenia markerami po ekranie, podczas której to czynności ma szansę przedzierzgnąć się w panującego nad wydarzeniami generała. Nie na darmo jest przecież EKSPERTEM. Tylko w realu jakoś nie wychodzi.

Mieszkania powinny tanieć, brak nabywców; Ceny mieszkań nieruchomo, nie ma szans na tańsze mieszkania, wciąż olbrzymie zapotrzebowanie; Nie wiedzieć czemu, polska gospodarka ma się dobrze; Świetne prognozy dla polskiej gospodarki; Szykują się masowe zwolnienia w jednym z gigantów, to odbije się na gospodarce; Złoty mocny, gospodarka stabilna, ewenement w regionie;

Nagłówki prasowe wyciągnięte z ostatnich kilkunastu dni. Przypomina wróżenie z fusów, albo przepowiadanie pogody na miesiąc do przodu. Co EKSPERT, to inna teoria. Pełna dowolność, cała paleta. Zwroty jak w filmie szpiegowskim. Nie nadanżasz pan. W zależności jak zaświeci słońce. Obłęd i dom wariatów. EKSPERT powiedział, EKSPERT wie.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers