9 mar 2016

Fajnie


Jak było? Fajnie. Jak film? Fajny. Jak leci? W porządku.
Proste pytania, proste odpowiedzi. Innych nie potrzebujemy, innych nie oczekujemy. Odpowiedzi, które w łatwy sposób dają się skatalogować, by w domu można było już od progu, lub w łóżku przed zaśnięciem przekazać żonie Krysi, Agnieszce, Małgosi (imię do wyboru)
- Wiesz, Marek z Ewą byli na kolacji w tej nowej knajpie. Mówił, że fajna
Zwykle podczas rozmowy, jeśli komuś powiedzie się sztuka wciągnięcia mnie w taką, staram się obserwować interlokutorów. Qrewsko mądry wyraz i nie przystający do internetów, ale tak mi się podoba, że całym sercem zapragnąłem go użyć. Mam jeszcze jeden w zanadrzu, który liczę, że również uda mi się wsadzić, bo taką sobie właśnie zabawę urządziłem, by go wepchnąć w ten tekst. Wracając do tematu, dlatego kiedy staram się udzielać odpowiedzi na podobne pytania w bardziej złożony sposób, widzę oznaki zniecierpliwienia i znudzenia na twarzach rozmówców. Co ty gościu pieprzysz. Ja nie po to pytam, żebyś tyle gadał. Potrzebuje wiedzieć, tak, czy nie. Żebym mógł sobie wszystko to jakoś jasno w głowie poukładać. Tyle mogę wyczytać z twarzy zadającego pytanie, zerkając kątem oka. Mógłbym powiedzieć, strzeżcie się, bo tak, lubię obserwować ludzi. Koła nie wymyśliłem, ale ludzkie odruchy, gesty, mimika mówią więcej niż słowa. Podeprę się znienawidzoną statystyką, tylko niewiele ponad 30% wysyłanych komunikatów to komunikaty przekazywane w formie werbalnej. Wojna na gesty, wojna na słowa. Zatem mój rozmówca, kiedy ja dochodzę do momentu …fajnie, ale wiesz, nie do końca, bo… nie całkiem wie co zrobić z moją odpowiedzią. Nie wie czy ten szereg zależności jakie przed chwilą wyłuszczyłem i …w zasadzie było fajnie, ale wiesz..., to odpowiedź z gatunku like, czy nie like. Burdel ludziom w głowie robię. Bo jak się Ciocia, wprawdzie nie moja, a Nati, mnie pyta, czy podoba mi się w Londynie, to nie mogę Jej odpowiedzieć, że tak. Choć widzę, że tego właśnie oczekuje. A Londyn, miejsce jak każde inne, z wadami, zaletami i uważam, że aby udzielić szczerej odpowiedzi warto o wszystkim wspomnieć. Lecz kiedy ja swojej odpowiedzi nie zaczynam od ...oczywiście, zdecydowanie tak... ciocia w połowie pierwszego zdania traci zainteresowanie, by na początku drugiego przestać mnie słuchać, ja zaś widząc to wkrótce urywam wypowiedź, czego Ciocia nawet nie dostrzega. Rzadko głos mi się zdarza zabierać, ale kiedy już się decyduję, to staram się to robić szczerze i z sensem. Nie ograniczać do like lub nie like, bo życie, chociaż całego nie przerobiłem, nie jest takie proste.

Dawno temu kiedy gazety czytywałem i świadomość polityczną - w swej beznadziejnej tępocie - w sobie wyrabiałem, chciałem mieć rozeznanie w terenie, kto swój, a kto wróg. Teraz przynajmniej wiem, że każdy jest wróg. Wpadł mi w tym czasie w ręce Duży Format, a w nim rozmowa ze spin doktorem, bo tak zdaje się ktoś taki nazywa. Rozbierał na kawałki porażki Donaldu Tusku, które ten doznał w 2005 roku. Wyszło, że Donaldu rozmawiał z wyborcami jak z synem. Wskazywał wielopłaszczyznowość problemów, mówił o posunięciach, z których jedne bywają ze sobą powiązane, inne zaś nie, o różnych drogach służących rozwiązaniom, tych lepszych i gorszych. Sprowadzało się to do tego, iż wyborcy nie do końca mieli rozeznanie w jaki sposób katalogować jego wypowiedzi. Like, czy nie like. Z tej rozmowy dowiedziałem się, że polityka nie znosi wielopoziomowego przedstawiania problemów. Cokolwiek by się działo, mów dużo, niekoniecznie z sensem i prawdą, bądź wyrazisty, zero jedynkowy, jasno definiuj wroga by można go było namierzyć, unikaj wypowiedzi typu - jest maj, od dwóch dni mamy przymrozki, a jeśli jeszcze z tych chmur co wiszą na niebie spadnie śnieg, to istnieje prawdopodobieństwo, że uprawy truskawek mogą być zagrożone, ale robimy wszystko by ryzyko takie zminimalizować. Potencjalny wyborca ma kłopot z zaszeregowaniem owej wypowiedzi. Czy wqrwiać się na przymrozki, na maj, czy truskawki, bo zachciało im się jakiegoś bojkotu? I w ogóle, czy to wypowiedź na like, czy nie like? Odpowiedź prawidłowa i przemawiająca - chuj, przykro mi, truskawek w tym roku nie będzie.
Zostawiam zawiłości polityki, bo nie lubię jak również nie like.

Arab dzikus, murzyn czarny, bo lubi brud, Polak pijak, Włoch leń, a Francuz wiadomo. Generalizowanie. Jakoś łatwo przychodzi, bo szybko i czytelnie wprowadza porządek. Młody jestem, niewiele wiem. Nie wiem, czy to internet przyparł nas do muru i jak było kiedyś, znaczy przed jego erą, ale sądzę, że w tej kwestii niewiele się zmieniło. Ludzkość chyba od zawsze generalizowała, bo to pozwala w jakiś prosty sposób uporządkować świat. Chociażby jak mi teraz. Internet bombarduje zbędnymi informacjami z natężeniem, w którym trudno przecedzić te naprawdę wartościowe. A propos wartościowych, zaraz i do tego wrócę. Łatwiej zapamiętać prosty skrót, że arab to jebany brudas, przed którym trzeba strzec nasze - w sensie chrześcijańskie - białogłowy, aniżeli wiązać ze sobą masę faktów i zależności. Może ja jestem jak ten główny bohater „Teorii spisku” grany przez Gibsona? Za dużo rzeczy wiąże ze sobą? Ta ochrona białogłów w rezultacie wyszła nieco komicznie w świetle danych brytyjskiej policji. Mianowicie, w opublikowanym niedawno raporcie czarno na białym stoi, iż najwięcej przestępstw o podłożu seksualnym dokonują na wyspach obrońcy wartości, kobiet i Boga - rycerze z nad Wisły. Taki chichot losu. Zanim zdecydowałem się tworzyć zapiski w blogu, byłem przekonany - jak chyba większość tych którzy go nie prowadzą - że to taka zabawa w pamiętnik. Od czasu kiedy zacząłem jednak pisać, może ciut później, skaczę po różnych blogach w poszukiwaniu… blogów wartościowych. Blogi dzieli się na wartościowe i te drugie, chuj wie jakie. Tę wiedzę, nie wiem czy potrzebną, zdobyłem po tymże właśnie skakaniu. Wartościowe to zjawisko niedefiniowalne, ale ja na podstawie obserwacji opiniuje je jako tyleż wartościowe, co popularne. Kiedyś zadałem pytanie na blogu znanej i poczytnej blogerki, która listę wartościowych blogów utworzyła - co dla niej oznacza pojęcie wartościowego bloga. Zbanowała mnie. Swoją reakcją szczególnie mnie nie zaskoczyła, a bardziej potwierdziła przypuszczenia, może nieco niektórych krzywdzące. Dużo wcześniej już, nabrałem przekonania po obserwacji i sczytywaniu dziesiątków blogów, że większość autorów blogów to osobowości narcystyczne żądne poklasku. Nie szukać daleko, wystarczy, że spojrzę w lustro.
Panujący podział na blogi wartościowe i chuj wie jakie nie odzwierciedla w rzeczy samej rzeczywistości. W podróży poprzez blogosferę natrafiłem na blogi przez nikogo lub niewielu czytane, a pisane z zadrą i sprawną ręką. Trafiłem również na takie, co nie było problemem, bo są znane, z tysiącami wejść, a wyszukiwarka wyrzuca je na szczytach, w których na próżno szukać jakichkolwiek wartości, a przyrost głupoty jest proporcjonalny z każdym dodawanym w tekście słowem.
Wartościowe blogi idą w stronę poradników. Obojętnie jakich, byleby dzielić radami, a brednie przemyca się w nich metrami. Przynajmniej w mojej ocenie. Zabrzmi szyderczo i złośliwie, ale mam kilka takich wartościowych, na które klikam gdy chce się porechotać. Gorzej, a w zasadzie mocno to dla mnie zastanawiające, bo istnieje spora grupa, która te poradniki regularnie czyta, traktując jako wykładnik, czerpiąc z nich wiedzę. Nowe szaty króla, do czasu kiedy ktoś nie odważy się powiedzieć, że to kaszana. Chociaż, niesie to niebezpieczeństwo posądzenia o hejt. Słowo przeze mnie nie lubiane, bo to takie określenie z gumy i niewiele mówiące. Bardzo dużo można w nim upchać i obecnie każda nieprzychylna opinia kwalifikowana bywa jako hejt. Co w moim odczuciu nie do końca jest prawdą.
Autorzy blogów w większości pilnie strzegą swych łamów i nie każdego dopuszczają do głosu. Poprzez cenzurę separują komentarze nie tyle wulgarne i obraźliwe, jeśli nie są skierowane w ich stronę, ile te, co w niekorzystnym świetle mogą stawiać osobę autora lub piętnują wypisywaną głupotę. Czytelnik również nie jest zainteresowany tym, by okazało się, iż blog który czytuje, to suma sumarum sieczka, taki blogowy harlekin. Dotychczas czytał blog wartościowy, a to plasowało wśród elity i inteligencji. Jak picie kawy w Czułym Barbarzyńcy, lancze na Placu Zbawiciela i rozmowy o sztuce nowoczesnej w knajpie na Pradze. Sytuacja więc może przybrać czasem nieoczekiwany obrót, bo ten co niby hejterem był na początku obwołany, obiektem hejtu może się stać. Po tych wszystkich obserwacjach zaskoczyło mnie, jak łatwo oskarżamy wszystkich wkoło o nienawiść, sami u siebie jej nie dostrzegając. Jak łatwo się ona rozlewa.

W sobotę wyszliśmy na popołudniową kawę i ciastko do knajpki. Pogoda była nawet taka, że dało się iść bez parasola, co tutaj bywa rzadkością. Wrzuciłem sobie do torby Niusłika, którego Nati z Polski przywiozła. Tak, czytuje sporadycznie, mimo tego co wcześniej napisałem, ale nie jakoś za często. Zresztą wcale się na tego Niusłika nie upierałem, a Nati z własnej inicjatywy go przywiozła. W każdym razie gdzieś po kanapce z bajecznego chleba z szynką posmarowaną musztardą i dodatkiem sałaty, lecz jeszcze przed kawą i bułeczką cynamonową doszedłem do rozmowy z Virginie Despentes. Pierwszy raz o babce usłyszałem. Przeszłość ma kolorową i burzliwą. Prostytutka, sprzątaczka, masażystka, obecnie pisarka. Wgryzając się w bułeczkę i po pierwszym łyku kawy doszedłem do słów

„… jeszcze gorsze są komentarze w internecie. Dawniej parę osób szło do knajpy i przy piwie opowiadało androny. Nie musieliśmy tego słuchać i nie byliśmy na bieżąco z ich głupotą. Dzisiaj czytasz komentarze w internecie i dochodzisz do wniosku, że wszyscy ludzie to durnie. Na dodatek, nienawiść do bliźniego staje się normą społeczną…” .

Jakoś tak przystaje do słów Lema

„Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”.

Niestety nie udało mi się zapakować drugiego z mądrych wyrazów. Następnym razem.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

6 komentarzy:

  1. Wilk, ogłoś konkurs. Zgadujmy jaki to wyraz. B.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK. Podchwyciłem pomysł, podoba mi się. Nie wiem jeszcze w jaki sposób rozpiszę konkurs, ale zrobię to. Tylko trochę jehowo, bo nie będę mógł użyć tego wyrazu przez jakiś czas, ale co tam.

      Usuń
  2. Wszystko fajnie stary, ale Ty nieźle zakompleksiony Polaczek jesteś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu akurat zakompleksiony i skąd takie posądzenie? Ja tu widzę jaja, stal, chart ducha, niezłomność... Ale skoro już, to nie może być Polak? Musi być tak pejoratywnie, Polaczek? Jestem Polak i to wcale nie Polak mały i tak stoi. Natomiast w kwestii zakompleksienia jestem gotów iść na daleko idące ustępstwa. Niech tam, mogę być zakompleksiony, ale za to świetnie tańczę i niesamowicie się naparzam.

      Usuń
  3. Może dlatego, że co chwile jeździsz po rodakach jak po starej kobyle mając o sobie zdanie chodzącego ideału. Taki typowy polski pesymizm wyłazi Ci z butów, więcej wiary w drugiego człowieka. Taka konkluzja po przeczytaniu paru Twoich tekstów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, czyli do wcześniej zdiagnozowanych kompleksów należy dorzucić pesymizm polski. Wybuchowy mikstur. Piszę co widzę, a że nie zawsze wyłania się kolorowy obraz... taka rzeczywistość. Nie ja ją kreuję. Oczywiście, jeżeli odnajdujesz jakieś nieścisłości, to zawsze możemy sobie o tym pogaworzyć. Nikogo natomiast nie przyszło mi do głowy oceniać, co wydawało mi się dość jasno daje do zrozumienia. No co to, to nie. Przedstawiam obraz sytuacji zastanej, a o sobie nigdy bym nie pomyślał jako ideale, nawet tym chodzącym. To już nadinterpretacja. Chociaż tak między Bogiem, a prawdą, do ideału mi bardzo niewiele. Zabij mnie zaś, ale nie wiem co do tego wszystkiego ma wiara w drugiego człowieka? Oj czytasz Amigo po łebkach! Polecam tekst „Ogłoszenie” i rzut oka na obrońców polskości. Cieszę się mimo wszystko, że zerknąłeś tu swym - nie powiem, że życzliwym - okiem.

      Usuń

Google+ Followers