16 mar 2016

Spór o czytanie


Nati pognała do Gdańska, a ja na kilka dni zostałem sam. Cmok, cmok i tyle Ją widziałem. To jak odżywczy dopływ tlenu, prawie jak maseczka na noc. W swoim towarzystwie czuję się doskonale, więc lubię takie pustelniczo zapowiadające się dni. Wprawdzie skrępowany nadto kagańcem nie chodzę, ale niczemu się równać z własnym, miłym i kulturalnym towarzystwem. Zapowiadało się pysznie, tym bardziej że i aura, która niemalże półroczną reglamentację na słońce wprowadziła, przez co w Londynie towar to nie do zdobycia, zapowiedziała swą łaskawość. Radiowy głośnik grzmiał - wiosna!!! Kto wie - myślałem - może nawet uda się w parku na ławce trochę posiedzieć i poczytać?

Czytelniczo od kilkunastu dni na prasie egzystuję, którą Nati jeszcze dwa tygodnie temu z Polski przytaszczyła. Na oparach tejże, bo pozostały mi wyłącznie Wysokie Obcasy. Tytuł może nie męski, ale chętnie czytam, bo dużą zawartość wsadu czytelniczego gwarantuje. W zanadrzu i na wszelki, książkę trzymałem na stendbaju, ale wiedziony nie tyle przeczuciem, co pewnością, iż Nati kolejny pakiet prasowy z kraju dostarczy, nie chciałem jej zaczynać. Trochę ześwirowany jestem, ale każdy z nas nosi w sobie jakąś mroczną tajemnicę, i nie lubię, a bardziej nie potrafię czytać w jednym przedziale czasowym gazety i książki. Nie uznaję praktykowanej przez Nati techniki, która czasem na kilka książek jedzie. Przerabia je tempem sprinterskim, co czasem budzi moje wątpliwości, czy udaje Jej się zapisać choć cząstkę ich treści w pamięci. Podobno tak. Nati wykonuje jeszcze jeden manewr, który mocno mnie zastanawia; nim na dobre rozpocznie książkę, czyta ostatni rozdział, by wiedzieć jak się zakończyła. Taka przypadłość modelu.

Sobota. Dzień zapowiadał się bajeczny. Słońce jak na londyńskie standardy naparzało z mocą od czerwca niespotykaną, aż chciało się żyć. Humor również niczego sobie, dopisywał mi w dechę. Ponadto, jakby czuwały nade mną wszelkie dobre moce chcące zapewnić mi optymizm w nadmiarze, poprzedniego wieczora kupiłem sobie kilka dobrze zapowiadających się książek. Osiągnąłem przy tym sukces inwestycyjny i wysoką stopę zwrotu; zakupu dokonałem poprzez Upoluj ebuka i tym samym udało mi się zaoszczędzić 40 złotych względem księgarni, w której dotychczas robiłem zakupy. No tylko zacierać rączki.
Gdzieś między porankiem, a przedpołudniem, wyprysznicowany, naładowany endorfinami po bieganiu, dopełniałem rytuału, zapoznając się z porannymi tytułami prasowymi przy filiżance kawy. Czytać lubię i czynię to chętnie, wykorzystując nadarzające się sposobności. Książki, jak również prasę. Stronię od zagadnień związanych z polityką, szczególnie krajową i z reguły omijam artykuły jej poświęcone. Politykę uznałem za obmierzłą i oszukańczą dyscyplinę dawno temu.

Znowu badania i znowu wyszło, że jehowo. Artykuł traktujący polskie czytelnictwo przykuł moją uwagę. Zaledwie trzydzieści siedem procent Polaków sięgnęło w ubiegłym roku po książkę, choć mogę być nieprecyzyjny w przekalkowaniu statystycznych wyliczeń, ale średnio ważne, 35 czy 37 procent. Podobno najgorszy wynik od czasu kiedy badania takie są prowadzone.
Kopiemy się z tym czytelnictwem jak z koniem. Piszę -my, chociaż ja się wcale nie kopie, nie mam zamiaru i jak sądzę wielu mi podobnych również. Jakąś zadrę na honorze sobie z tego wyrzeźbiliśmy i nie potrafię powiedzieć czemu tak się tym pałujemy. Przyglądam się temu trochę ze zdziwieniem i szczerze nudzą mnie rozważania - czemu ludzie w Polsce nie czytają. Trafiają do mnie argumenty za, ale nie chcą, niech nie czytają.

„Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka” - ciężko mi się do tego przekonać, a slogan nijak do mnie nie przemawia. Lubię się czepiać i powiem, że hasło uważam za seksistowskie. Co?! Mogą kobiety wytaczać armaty, wytaczam i ja. Uważam, że hasło bije w mężczyzn i nie wiem dlaczego to mężczyzna jest tym tępakiem, który książek nie czyta? Nie czytliwi bywają mężczyźni, tak i nie czytliwe bywają kobiety. Może należałoby w takim wypadku ustalić jakieś jasne reguły? Coś co pozwoli bliżej określić zasady kampanii.
Co się należy za przeczytanie dajmy na to Antka. Ja wiem, „Antek” to kpina, ale dla początkującego może być nie lada wyzwaniem. Można liczyć po Antku na spółkowanie, czy tylko przyspieszoną grę wstępną? No, ale za Tolkiena to już chyba trzydniowa orgietka jak nic. Oczami wyobraźni widzę gościa przestępującego nerwowo z nogi na nogę z książką w dłoni - Kochanie przeczytałem, możemy zacząć? Na co Kochanie odpowiada - chodź tu i streszczaj. A na końcu i tak wychodzi, że Kochanie boli głowa.
Nie potrafię wypracować w umyśle obrazu trzydziesto- czterdziestolatka, który w desperacji i odruchu ostatecznym postanawia sięgnąć po książkę w nadziei dopuszczenia. Kto nie czytał, ten w wieku -dziestu lat nie zacznie. I chciałbym poznać jednego, bądź jedną, na których hasło wpłynęło na tyle by sięgnąć po książkę. Moim zdaniem, całkiem skocznie prezentuje się w necie, mediach, bilbordach, ale niekoniecznie do czegoś przekonuje. Mogę się mylić i jeśli znajdzie się ten jeden, wszystko odszczekam. Ba, jestem gotów do poświęcenia dla mnie heroicznego i na największym placu Barcelony będę krzyczał, że Real Madryt to zajebisty klub.

Prosty chłop ze mnie, rozumem świat obejmuje w odległości co najwyżej najbliższego skrzyżowania, ale tak jakoś pomyślałem, że zacząłbym chyba od przekonywania dzieci. Bo niby okej, że cała Polska czyta dzieciom, ale będzie jeszcze fajniej jak dzieci zajarzą, że czytanie może być alternatywą zarąbiście spędzonego czasu; fajną zabawą. Przyznam szczerze jak czekista, Pana Tadeusza nie przeczytałem do dziś. Nie wiem czy w kanonie lektur szkolnych wciąż widnieje na etapie szkoły podstawowej, czy jakkolwiek się ona obecnie nazywa, ale Jezus Maria, jak ktoś zmęczy Tadka na etapie czternastoletnim, to mu trauma do czytania na całe życie pozostaje i nic ponadto. Czytamy tyle ile czytamy i chcemy wolności, swobód, więc trzeba zaakceptować, że tyle czytamy. Równie dobrze można by narzekać i prowadzić nieustanne pomiary niewielkiego spożycia zielonej herbaty. Przecież jest zdrowa.

Nie wiem czy gdziekolwiek i ktokolwiek prowadzi badania poziomu czytelnictwa? Możliwe. Fakt, jak przyglądam się ludziom w środkach londyńskiego transportu publicznego, na skwerach, w kawiarniach, ludzie w książki wyposażeni bywają hurtowo. Ale też myślę sobie, że każda moja podróż autobusem trwa z reguły nie krócej jak pół godziny. Kiedy byłem małym Grzesiem i wybieraliśmy się do babci do Polic*, półgodzinna podróż autobusem marki Ikarus numer 101, była podróżą na koniec świata i tyle wydawało mi się trwała. Zwykle jechaliśmy z siostrą wyposażeni w książki. Podobnie jest tutaj, podpowiedział mi mój analitycznie usposobiony umysł. Ludzie czytają w autobusach, metrze by zabić nudę podróży. Bo z kolei, gdybym chciał zająć się czytaniem jadąc od Danuty Matki i Józefa Ojca do centrum pięknego miasta Szczecina, wprawna ręka zaprawionej w bojach kobiety nawet jednego oka nie zdąży pomalować w tym czasie. No to co tu mówić o czytaniu?

Nie mam zamiaru nikogo do czytania przekonywać. Kiedyś już zdaje się napisałem, że w Polsce funkcjonuje dość dziwna i samoistnie narzucona potrzeba nieustannego porównywania się ze wszystkimi bodajże narodami wkoło. Jak wypadamy na tle innych. Na to również nie potrafię udzielić sensownej odpowiedzi, skąd się takie coś wzięło. Nie czytamy, to nie czytamy.
Ja sam czytam od dziecka i nie wyobrażam sobie, że mógłbym tego nie robić. Wirusem czytania zainfekowała mnie siostra i jestem jej wdzięczny. Mniej wdzięczny jej jestem, że mnie szczypała gdy byłem mały, bo lubiła jak płaczę. Szczęśliwie wydarzenia nie pamiętam, bo jak miałbym niby pamiętać, skoro pozawijany w jakieś szmaty i pieluchy leżałem. Znam je jedynie z przekazów słownych, a odgryzłem się parę lat później rzucając w Nią nożyczkami.

Kilka lat temu, przed wyjazdem do Singu porzuciłem papierowe wydawnictwa na rzecz Kindla. Wśród nie armii, jak wychodzi z badań, a zaledwie plutoniku czytających, trwa batalia słowna i wiele powiedziano na temat wyższości książki papierowej nad czytnikiem elektronicznym i odwrotnie. Agitować nie zamierzam i w tym przypadku, bo prowizji nie kasuję, ale niewątpliwie, to niewielkich rozmiarów urządzenie zrewolucjonizowało moje czytelnictwo. Zaczynałem od powszechnych kontrargumentów, a gdzie zapach papieru, farby drukarskiej, szelest kartek i w ogóle. Szybko o tym zapomniałem jak tylko Kindla w dłoń chwyciłem. To taka miłość od pierwszego spojrzenia. Niewielkie rozmiary, waga, ilość książek jakie można zapakować, a przede wszystkim prostota obsługi sprawiają, że o wydawnictwach papierowych nie myślę. Kindel usprawnił moje czytanie i w zasadzie zawsze mam go przy sobie. Kilka minut w oczekiwaniu na cokolwiek sprawia, że jest to dobry czas na jego odpalenie. Reasumując, czytam więcej i sprawniej.

Wyszedłem z domu jak planowałem, a popołudnie spędziłem na bezcelowym włóczeniu. Niestety ciepło jeszcze na tyle nie było by zadek na ławce w parku usadzić, choć próbowałem, ale już w kafejce na zewnętrzu dałem radę kawę wypić i Wysokie Obcasy poczytać. Bardzo mi się spodobał wstępniak, który polecam i linkuje, bo dostępny akurat za darmochę. Cała reszta za ścianą płaczu.

 *Satelita pięknego miasta Szczecina

  • Organizacyjnie na koniec kilka słów postanowiłem wyklepać. Pisałem w poprzednim tekście o dwóch słowach niezwykle inteligentnych, lecz mało internetowych, które właśnie swoją nie internetowością mnie uwiodły. Jedno z nich zdołałem wsadzić w tekst, co do drugiego, otrzymałem sugestię żeby konkurs rozpisać. Jeśli więc ktoś ma zapał i ochotę, to zapraszam do przesyłania propozycji, bo sam jestem ciekaw, czy ktoś trafi. Obiecuję nie kantować i uczciwie przyznać jeśli się komuś powiedzie. W kwestii nagród - darmowa wysyłka dowolnej puszki piwa (brytyjskiego!) dostępnego w najbliższym sklepie plus dla kobiet katalog sklepu wysyłkowego, który listonosz zostawił dzisiaj w skrzynce. 
  • Dokonałem także zmiany zakładek. Zniknęła sekcja „Zdjęcia”, której, nie oszukujmy się, szło kulawo. W jej miejsce powstała nowa, zainspirowana powyższym tekstem, w której recenzje przeczytanych książek zamierzam umieszczać. Być może w sekcji, jeśli wyrazi ochotę, pojawią się również takie spod ręki Nati.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

1 komentarz:

  1. Wilku, kindel, czy papier... zazdroszczę czasu na czytanie :) z ledwością znajduję na ulubione lektury (czyt. jablondyn.pl :)). Ściskam egj

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers