18 kwi 2016

Dresik, Warkoczyk i Bestia


Wyprowadzali się po kolei, najpierw Halinka, a po niej Szczurek. Kilka dni później pojawili się nowi lokatorzy i tym samym zyskaliśmy na dole nowych sąsiadów. Mężczyzna przyspawany do elektrycznego sztubla, kobieta oraz dziewczynka. Nie byłbym sobą, gdybym chorobliwej ciekawości nie próbował zaspokoić poprzez proces inwigilacji, który co nieco o nowych sąsiadach mógłby mi powiedzieć. Ponadto charakter Polaka z czułością w sobie pielęgnowany, z za firankowego ukrycia, nakazuje o sąsiedzie wiedzieć jak najwięcej, chociażby to, skąd ma.

Warunki do prowadzenia działań operacyjnych mamy zadowalające. Mieszkamy na parterze, z oknem kuchennym wychodzącym na wejście do budynku, mysz się nie prześliźnie i gdy tylko stało się jasne, że wróg nas od spodu zaatakował, ja Stanisław Anioł i Miećka moja żona postanowiliśmy na „nowych” mieć baczenie.
Mężczyźnie szybko ksywkę przydzieliłem, w zasadzie już po paru dniach. Modny jest, co ostatecznie zarzutem trudno uczynić, ale zauważyłem, że upodobał sobie spodnie od dresu. Prezentuje się w innym modelu w każdy kolejny dzień tygodnia, ale naiwnie byłoby sądzić, iż jest to zwyczajny dres, ponieważ to dres z gatunku w jakich obecnie chadza ulica. Przynajmniej ta modniejsza jej część. Kobieta nie powiem, wydawać się może atrakcyjna, ale to nie powinno przesłaniać całości obrazu, bo ten nie jest pozytywny. Niczym dzikuska, przyozdobiła sobie głowę niezliczoną ilością warkoczyków, a przecież normalny człowiek nie zrobiłby sobie czegoś takiego na głowie. Jedynie lesba i żydówka, a skoro tak, to pewnie jeszcze gej, bo każda lesba to gej. Dziewczynkę na moje wyczucie, umiejscowiłbym gdzieś w przedziale między 9 a 11 lat. Nie wiem czy wynik własnej produkcji, czy pożyczona, ale z oczu jej patrzy rozwydrzeniem i bestią. Od pierwszego spojrzenia mi się nie spodobali.

Nasz budynek był dotąd jak pensjonat w nadmorskim kurorcie po sezonie. Cicho sza. Szczurka jakby nie było. Halinka czasem sobie chłopaka sprowadziła, ale tylko, gdy Szczurek na kilka dni wyjeżdżał i wolną chatę zostawiał. Jednak nawet wtedy panowała kultura i pełne poszanowanie dla reguł ciszy. Reszta pensjonatu to Australijczycy nad nami, pułkownik mieszkający na wprost nich, wyżej chłopak w czapce oraz Obcasik, a na wprost nas Chinka i Hanna. Nudy, ale przynajmniej spokój i żadnych hałasów. Wskazówka sonometru nawet nieznacznie nie wyhylała się ponad zero.

W niedzielę kiedy byliśmy już po śniadaniu, ale z pewnością wciąż przed południem, ponieważ o dwunastej byliśmy umówieni, zaczęła się napierdalanka. Młotek uwodził wiertarkę, albo na odwrót. Wytrwałem może pięć minut w udawanym nic nie słyszeniu. Kolejne pięć kontynuowałem czytanie ze sztucznym uśmiechem, któremu starałem się nadać wyraz - mnie to nie rusza, wszędzie znajdzie się debil z wiertarką.
Kiedy spod prysznica wyszła Nati - Czy mi się wydaje, czy taki hałas w weekend to przesada? - odsapnąłem, znaczy nie tylko mnie ten hałas uwiera.
- W sumie… w sobotę jeszcze jakoś bym to przełknął, ale w niedzielę, chyba jednak przesada
- Ale może niedziela to taka polska przypadłość?
W tym miejscu rozmowa się urwała, bo Nati poszła balsam w siebie wsmarowywać, a ja pozostałem ze znakiem zapytania nad głową. Napierdalanka to się wzmagała, to jakby na chwilę uspokajała, by po kilku sekundach ponownie rozwinąć skrzydła.

Tak się złożyło, że byłem świeżo po lekturze artykułu, którego autor dowodził, iż wszystko dzieje się w naszych (czyt. ludzkich) mózgach. Tam panuje ustawiczna wojna dobra ze złem i od nas samych zależy, czy pozwolimy nakręcić się spirali zafiksofania. Nie wiem, czy przystępnie to wyjaśniłem, ale lepiej nie będzie.
Myślę dobra, nie będę zwracał uwagi na te hałasy i nie dam się nakręcić mojej spirali. No i chuj dupa; kilkanaście sekund wytrwałem w postanowieniu, a później spirala jak się nakręciła to niewiele brakowało by mi qrwa zęby powybijała.
Już tak mam, chyba po mamusi, że zajebiście samowzbudny jestem. Potrafię sobie w głowie solidną wojnę zafundować. Straszna sprawa, chociaż staram się z tym walczyć. Danuta Matka, mam taką teorię, jest piątym typem osobowości, dotąd nie zdefiniowanym. Posiadła chyba wszystkie badziewne cechy ze znanych już czterech. Nie mogę się więc zasadniczo od mojej rodzicielki różnić, a tylko cieszyć, że nie jestem tak bliską pierwowzorowi kopią jak moja porąbana czasem siostra. Danuta Matka z nikim nie pertraktuje, nie bierze jeńców, polityki ustępstw nie stosuje.
No i ja, nieodrodny syn Danuty Matki wszedłem pod prysznic i dobrze się stało, że się tam znalazłem, bo pewnie inaczej głowa by mi zapłonęła. Wyobraźnia mocno i wyraźnie nakreśliła obraz Dresika, który napiżdżając młotkiem robi mi na złość. Na pewno robi mi kutas na złość, bo jakżeby inaczej? Całe szczęście, że ten prysznic był nade mną, to studził zapalczywość i dzięki temu wyszedłem nieco spokojniejszy. Co prawda zastanawiałem się, czy nie udać się na dół, by wyrazić swoją opinię o stukaniu, ale mimo wszystko nie chciałem źle rozpoczynać sąsiedzkich relacji. Dresikowi nawet Dzień Dobry wczoraj powiedziałem i gdyby przymknąć oko na te dresy, to facet wydaje się sympatyczny. Ale czemu do qrwy nędzy tak napierdala w niedzielę! - czuję jak ponownie nakręca się poluzowana spirala. Wprowadzili się niedawno, coś sobie montują, kiedyś muszą to zrobić - robię wszystko by choć trochę ją odkręcić.
Uciekłem w rozmyślania. Z której strony mimo wszystko by nie spojrzeć, niedziela w Anglii jest dniem innym niż pozostałe. Nie jest naznaczona przesadną religijnością, ale ewidentnie i bez dwóch zdań jest dniem odpoczynku. W Holandii dźwięki o podwyższonych decybelach nie są tolerowane.
Kiedyś nasza pralka podczas wirowania zbyt duży hałas wydzielała, więc babka z dołu wysłała do Myrtsie, właścicielki mieszkania w którym mieszkaliśmy, maila na drugą stronę Ziemi ze skargą. Nawiasem, jakby nie mogła wspiąć się piętro i powiedzieć cokolwiek nam. Ludzie nie przestają mnie zadziwiać bez względu na płeć, narodowość, czy kolor skóry. Myrtsie z Szanghaju kupowała gumowe podkładki, które instalowaliśmy by hałas zredukować. Podczas budowy nowej stacji kolejki, która miała powstać nieopodal nas - wciąż jeszcze w Holandii - miasto planowało niedzielne prace związane z wbijaniem pali. Ponieważ charakter robót mógł zakłócać spokój, dlatego wszyscy okoliczni mieszkańcy byli o fakcie poinformowani listownie, przeproszeni, a w ramach rekompensaty otrzymali bon na darmowego drinka w pobliskiej knajpie. Niby stacja miała służyć mieszkańcom, ale władze miasta poczuły się zobowiązane. Z darmowych drinków niestety nie skorzystaliśmy.

Już byłem zasadniczo wyrychtowany, perfumem skropiony a biel zębów biła jak u Leonsia, ale jeszcze Austria mi przyszła do głowy. Otóż zdarzyło mi się w Wiedniu, bo Wiedeń to stolica Austrii, jakiś czas mieszkać. Pamiętam, że gdy wracałem po godzinie dwudziestej drugiej do domu, to do klatki wchodziłem na palcach aby nie hałasować. W ogóle, na klatce schodowej rozmów raczej się nie prowadziło bez względu na porę. I były to czasy już dalece powojenne, a jednak wciąż ordung. Wychodzi mi więc, że niedziela jest niedziela i ...
- możesz się pospieszyć, bo za dziesięć minut powinniśmy wyjść - Nati wcisnęła głowę do łazienki całkowicie psując mi aurę rozmyślania. Odpuściłem. Niech napierdala. Oczywiście nie Nati, a Dresik. Dzisiaj ponapierdala, to może jutro już nie będzie. Tylko, że teraz jestem w kropce, bo nie wiem czy ja tę spirale odkręciłem sam, czy ona się odkręciła, bo pospiesz się, bo musimy wyjść.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

2 komentarze:

  1. Dalsze ustalenia i obserwacje doprowadzily nas do wniosku, ze dziewczynka nie jest taka Bestia (wychodzi o 7 rano popatrzec na wiewiorki) oraz ze jest dzieckiem Dresika.
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam. Dodam, że wychodzi na bosaka (która polska matka puściłaby...), a odkrycie redukuje system mama-tata-dziecko, do układu tata-dziecko. W takim razie gdzie jest mama? I kim jest gość, który parkuje srebrnego Nissana przed naszymi oknami?

      Usuń

Google+ Followers