18 maj 2016

Czarna Anka


Obudziłem się mając gotową historię w głowie. Nie wiem czy kiedykolwiek się wydarzyła. Wszystkie imiona dobrałem przypadkowo, a obsadę swobodnie zestawiłem z osób, które można odszukać gdzieś na ulicy.

Pojawiła się w nieokreślonym momencie. Myślał, że mieszkała tam od zawsze tylko nie zwracał na nią uwagi. Trochę mu to nie pasowało, bo była zbyt ładna by nie zwracać na siebie uwagi. Tak najwyraźniej musiało jednak być, skoro wcześniej jej nie widział. Podobała mu się.
Od chłopaków, którzy trawili większość czasu na ławce, uzyskał wyjaśnienia.
- Wprowadziła się niedawno. Mieszka sama u Młodego w klatce, ale chuj wie co to za jedna?
- Sama...?! Nikt z nią nie rozmawiał? 
- Nieee..., chodzi jak gwiazda. Ani cześć, ani nic, ale dupa fajna
Została Czarną Anką i szybko się przyjęło. I tak mijali się od czasu do czasu. Udawał, że nie patrzy, ale gdy tylko podnosił wzrok trafiał na jej spojrzenie.

Do Dmocha na improwizowaną imprezę trafił przez przypadek. Miał być zestaw ludzi, których lubił, więc skoro i tak nie miał co robić...
Dmochowskich było dwóch. Oboje w równym stopniu pokręceni. Piotlek i Rafał. Rodzice prowadzili dobrze prosperujący biznes, więc chłopaki na tym korzystali. Żarli się z rodzicami regularnie, a kiedy było źle, to do nich wracali. Imponowali mnogością pomysłów i nieustannie zaczynali kolejny dobrze rokujący interes, który z niewiadomych przyczyn zawsze nie wypalał. Wtedy właśnie wracali. Taki typ. Ze sobą też ustawicznie darli łacha, ale gdy tylko ktoś stanął między nimi, miał wrogów z obu. Rafał przewiózł go kiedyś świeżo kupioną Calibrą dwie stówki Wałami, po czym z wypiekami na twarzy stwierdził
- Zajebista, nie? 
- Ty popierdolony jesteś idioto! 
Taki był Rafi. Chłopak może i nie najgorszy, dobry kompan do zabaw, ale trzeba było brać na niego poprawkę.

Był zaskoczony kiedy ją zobaczył. Sprawiała wrażenie jakby nie znała nikogo zbyt dobrze, ale i nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną by kogoś bliżej poznawać. Co chwila przy jej boku pojawiał się nowy amant. Niestety dla amantów, szybko odprawiani z blachą. Głupio by było podzielić ich los, ale taka qrwa okazja.
- Mało oryginalnie, ale cześć
- Yhmm... 
- Można powiedzieć, że już się prawie znamy 
- Ooooo…? 
- Widziałem Cię parę razy wcześniej
- To faktycznie się znamy… 
- Nie wiedziałem, że znasz Dmocha 
- Też nie wiedziałam
- Czego? 
- Że znam…kogo? 
- Dmocha 
- No właśnie 
- To co, nie znasz? 
Okazało się, że nie bardzo. Przyszła z koleżanką i Plazurą. To Plazura znał Dmocha. Dziwny i czasem irytujący typ z tego Plazury. Głośny i robi dużo zamieszania. Taka niby dusza towarzystwa. Był wszędzie gdzie coś się działo. Zaskakująco inteligentny jak na kogoś, kto z takim uporem robi z siebie głupszego niż jest. Niektórzy tak mają. Kolejny dobry kompan do zabawy, ale lepiej trzymać na dystans.
Koleżanka okazało się wyszła wcześniej. Impreza nie była tak zajebista jak miała być. Teraz ona przymierzała się, by wyśliznąć się cichcem. Dmocha, Plazurę, Majkę czy Kwiatka spotka jeszcze wiele razy i nieraz będzie miał ich dosyć. Zaproponował, że wyjdzie z nią.
- Czemu? 
- Dobrze mi się z tobą rozmawia, poza tym zawsze mogę tu wrócić 
- A na koniec będziesz chciał numer telefonu? 
- Nie. Byłoby bosko gdybyś podała mi go teraz. Później mogę nie mieć na czym zapisać (czasy wczesno komórkowe)
Pół nocy spędzili rozmawiając pod jej domem na ławce.

Tak się zaczęły ich spotkania. Nie miłość, nie zauroczenie, chociaż może? Nie wiadomo co to było. Nie było całowania, nie było przytulania, chodzenia za rękę, a jednak dobrze im się ze sobą spędzało czas. Spotykali się głównie u niej w mieszkaniu. Była starsza o dwa lata. Dowiedział się, że KTOŚ opłaca jej mieszkanie. KTOŚ mieszka w innym mieście, a do Szczecina przyjeżdża co kilkanaście dni. Nie pytał, kto to, po co i dlaczego, ale domyślał się w ramach jakiej wymiany to funkcjonuje. Kiedy przyjeżdżał KTOŚ, nie spotykali się.

Był jeszcze romeo. Sewerek chyba na niego wołali. Dzieci napierdalały go w piaskownicy wiaderkiem po głowie, w szkole donosił na kolegów, a na podwórku nikt nie wybierał go do swojej drużyny, co najwyżej stawał czasem na bramce. Przydupas. Ojciec Sewerka był właścicielem kilku hurtowni i spożywczaków w mieście. W tych czasach to luks torpeda. Sewerek w pewnym momencie odkrył zasobność jego portfela i tym postanowił się leczyć. Stał się posiadaczem mietka esklasy, a na disko mistrzem sponsoringu. Stawiane drinki zjednywały mu przyjaciół. Iluzja posiadania przyjaciół, których naprawdę nie miał. Bardziej pizdantym niż Sewerek być nie można było.
Na swoje nieszczęście zakochał się Sewerek nieszczęśliwie i szaleńczo. Przyjeżdżał, wystawał pod domem i próbował coś wskórać w sprawie. Bez powodzenia, bo jaką szują był za dzieciaka, taką pozostał do wieku kiedy esklasą jeździł.
- Po co się z nim spotykasz, skoro Cię denerwuje? 
- Bo jest na każde zawołanie kiedy potrzebuje towarzystwa. Poza tym czasem pada, a on jest jak taksówka. Zawsze zawiezie, zawsze poczeka. 

Pochodziła z małej wioski pod Szczecinem, ale nic więcej nigdy mu nie powiedziała. Wiedział, że studiuje, gdzie i co. Przesiadywali w domu, głównie rozmawiali. O wszystkim i o niczym. Urządzali wieczory filmowe. Alkoholu nie pili, bo ona nie piła. Czasem zapalili, ale bardziej on, ona dla towarzystwa. Raz został u niej na noc, ale o seksie nie było mowy. Tylko sen. Długo nie mógł zasnąć. Zastanawiał się, czy na ten seks z nią ma ochotę i czy to normalne jeśli by go nie miał. Kiedy rano zwierzył się ze swoich rozterek, śmiała się, bo myślała dokładnie o tym samym. Czasem gdzieś wychodzili. Pobłąkać się po mieście, ale najczęściej chyba do kina. Kiedyś pod kinem spotkali Topte. Znał go jeszcze z podstawówki. Topta znał pół miasta, a drugie pół znało jego. Miał okres, kiedy jechał na strzykawce, ale udało mu się wyjść z tego samemu i bez niczyjej pomocy. Twierdził, że miał zajebistego farta i najwyraźniej nie zabrnął za daleko. Topta, chociaż miewał swoje klimaty, był w porządku. Ostatnio kiedy coś o nim słyszał, podobno do Tybetu się wybierał. Nie zdziwił się zbytnio, gdy się okazało, że się z Czarną Anką znają.

Wyjeżdżał w czerwcu i miał wracać w lutym. Ona wyjeżdżała w sierpniu i miała wrócić w maju. Nie umawiali się na listy, nie umawiali na telefony, na żaden kontakt. Kiedy ona wróci to się odezwie. W międzyczasie, kiedy już wrócił, przysłała mu dwie widokówki. Widokówki jak widokówki - jest okej, dużo zobaczyła, dużo pracy i nauki, ale już się nudzi i chce wracać. Na krótko przed powrotem zadzwoniła. Znienacka, w nocy. Pożartowali, porozmawiali, stwierdzili, że to jeszcze kilka tygodni i tyle.

Czerwiec, Lipiec, Sierpień. Sprawdzał w mieszkaniu regularnie. Nie było nikogo, nikt nie mieszkał. We wrześniu, może już w październiku, przypadkiem i od parady natknął się na Topte. Spytał czy coś wie.
- A co, nic nie wiesz? 
- Nie bardzo. Miała wrócić w maju i … 
- Nie żyje 
- Jak to qrwa nie żyje?! 
- Nie żyje tak jak się nie żyje. Wypadek miała. Jechała samochodem, nie wiem czy ona prowadziła, czy ktoś inny i …. 
- Skąd wiesz?! 
- Z siostrą rozmawiałem 
- To ma siostrę? 
- Ma, młoda gówniara... 
- Skąd ją znasz? 
- Znam. Ja wiem qrwa skąd… kiedyś ją spotkałem i zapytałem o Ankę

Trudno było uwierzyć i uświadomił sobie jak niewiele o niej wiedział. Zadzwonił do Plazury. Nie mówił o co chodzi, ale spytał o numer do Ewki, jej koleżanki. Plazura dużo gadał, nie zawsze z sensem i w tej sytuacji zdecydowanie za dużo, nim dotarł do brzegu. Numeru nie miał, ale obiecał, że załatwi od Lenka, który znał chłopaka Ewki. Faktycznie, za kilka minut miał już numer. Teraz wystarczyło tylko zadzwonić do Ewki. Nigdy wcześniej z nią nie rozmawiał, nawet się nie spotkali, choćby dlatego, że wyszła wcześnie z imprezy od Dmocha. Ewka potwierdziła co mówił Topta. Nie wiedział po co, ale umówił się z nią na następny dzień gdzieś w kawiarni na Pogodnie.

- Wiedziałeś, że był KTOŚ? 
- Tak. Długo się znałyście? 
- Poznałyśmy się dopiero na studiach. Przez jakiś czas wynajmowałyśmy razem stancję, a później to już poszło
- Nic o niej qrwa nie wiedziałem, gdyby nie przypadek, o tym też bym nic nie wiedział. 
- A jak się dowiedziałeś? 
- Przypadkiem, pokrętną drogą. Siostrę podobno ma…, młodszą? 
- Tak, Dorota, dwanaście lat. Teraz w Szczecinie u jakieś ciotki mieszka. 
- Czemu? 
- Matce całkiem odbiło. Nigdy szczególnie jakaś nie była, jakby nie docierało do niej co się mówi, a teraz to całkiem. Ojciec jak zaszyty, to stale wojny urządza, a jak zachleje i nie śpi oszczany, to też urządza. Takie życie. Lubiła Cię. Nigdy o nikim mi tyle nie mówiła i dla nikogo sama z siebie nie zmieniała planów. A dla Ciebie tak. 
- Taaa, ja też ją lubiłem 

Przez dwadzieścia lat prawie o niej nie myślał. Czasem przejeżdżał obok mieszkania, w którym mieszkała, może wtedy. Teraz nie wiedzieć czemu mu się przyśniła. Dwadzieścia lat po tym gdy miała wracać.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers