15 cze 2016

Kto gorszy, my czy oni?


Odczekałem aż siądą emocje ostatniej KODowej zbiórki. Starałem się dotąd nie zapuszczać wpisami w polityczne rewiry by kłopotu uniknąć i znajomych nie stracić. Polityka to śliski i grząski grunt, chociaż chętnie uprawiany, a jeszcze chętniej komentowany w nadwiślańskim ludzie. Nie ma chyba drugiego tak rozpolitykowanego narodu jak nasz.

Od polityki stronię, a obserwując polityczne wygibasy mam do niej coraz większą awersję. Gazet donoszących o politycznych ruchach nie czytam lub robię to rzadko. Informacje zbieram z tytułów. Wystarczy. Niektórzy czytają i orientują się w sytuacji w podobnym stopniu co ja, który ich nie czyta. Prasa informacyjna donosząca o bieżących wydarzeniach krajowej polityki jest ciężko strawna. Jedna strona szczuje na drugą. Męczące. W sposobie uprawiania agitacji ani jedna, ani druga strona nie różnią się wiele od siebie. Bez względu na to której ze stron kibicują. Sytuacja w kraju jest jaka jest. Władzę skupia ugrupowanie, któremu daleko od moich ideałów. Nie znaczy to, że przeciwnej stronie do nich blisko. Nie czuje się zwolennikiem żadnej ze stron. Nie jestem z tego zadowolony, ale to nie moja wina. Kraj jest podzielony jak grządki na działce u dziadka Jasia. Tyle, że dziadek grządek miał wiele, a Polska jak trzaśnięciem bicza podzielona została na dwie części. Dziadek na działce płotu nie wznosił, mimo to pałał nienawiścią do swojego sąsiada jak obecnie obie strony politycznych przepychanek. Mocno i wyraźnie. Z jednej strony prawdziwi Polacy, z drugiej marsze KODu. KODowskie marsze stały się modne, a identyfikacja z nimi dobrze postrzegana. Po odpowiedniej stronie, rzecz jasna. Udział bądź sympatyzowanie niewiele kosztuje, a w symboliczny sposób wskazuje wyznawane wartości. Te słuszne i postępowe wartości jak rozumieją je Ci, którzy marsze wspierają. Druga strona reprezentuje jedynie wartości bliskie faszystowskim. Czy wszyscy?

Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści czy pięćdziesiąt tysięcy uczestników marszów. Mało istotne. Ile w nim ludzi tyle pomysłów na model sprawowania władzy. Wszyscy czują się zjednoczeni niechęcią do strony rządzącej. Chcą burzyć, obalać, ale nie myślą o budowaniu. Zerkając wstecz można powiedzieć, jak zwykle. Tłum wielu tysięcy maszerujących, który w chwili obalenia „reżimu” zostanie rozdrobniony w swych żądaniach, stając się koniec końców konkurentami. Każdy z inną wizją. Nic nowego.
Nie jest tak, że tylko jedna strona dzieli. Każda ze stron myśli i jest przekonana, że robi to ta druga. Jak w nieudanym małżeństwie. Nic bardziej mylnego. Zwolennicy obu stron robią to w takim samym stopniu. Jedna strona obrzuca błotem drugą i na odwrót. Dzieli lewa, dzieli prawa. Górują stereotypy.

Od dziewięciu lat nie głosuję. Nie, wróć! Biorę udział w głosowaniu oddając głos nieważny. To także głos i jak najbardziej świadomy, nie wynikający z bezmyślności. Dziwi mnie, że tak rzadko używany. Skąd przekonanie, że muszę na coś, bądź kogoś zagłosować? Przecież z nikim się nie identyfikuje. Nie mogę głosować przeciwko czemuś, chciałbym głosować za czymś.
Do sklepu udaję się w celu nabycia towaru pełnowartościowego. Towar zepsuty w 1/3 lub w połowie mnie nie interesuje. Nie kupuje. Czemu więc w wyborach wystawia się towar zepsuty i wciska jako towar pełnowartościowy? Czemu ludzie w sklepie potrafią kierować się logiką, a przy urnie już nie? Po prostu wychodzę ze sklepu. To jest przekaz do sprzedawcy - wypełnij sklep towarem dobrej jakości. Nie wierzę w moc sprawczą marszów. Jak napisałem, żadna ze stron zasadniczo nie różni się od drugiej. Nie będzie lepiej tylko od tego, że coś się zburzy.

Oczekujemy, że każda kolejna zmiana będzie lepsza. Że jest źle, ale jak już zmienimy, to będzie lepiej, kto wie, może nawet dobrze. Ciągły bieg z przeszkodami. Od zakrętu do zakrętu, z za rogu którego wypatrujemy lepszego. Każda kolejna zmiana nie przynosi jednak tego co było oczekiwane. Biegniemy więc do następnego zakrętu, burząc jednocześnie i zmieniając w nadziei na lepsze. Wyglądamy za róg i znowu nic lepszego.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

1 komentarz:

  1. Odnoszac sie do ostatniego akapitu, co zatem robic? Nie bardzo rozumien jaka jest konkluzja. I wlasciwie do kogo ten tekst? Do rzadzacych teraz, ktorzy burza?
    Dla mnie glosowanie za czyms moze tez oznaczac glosowanie za kontynuacja i za stabilnoscia. Nawet jesli nie identyfikuje sie z wybrana partia w 100%. 75% to wystarczajaco duzo.
    Marsze sluza to ekpresji niezadowolenia. Dlatego uwazam, ze sa wazne.

    To pisalam ja, Natalia

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers