1 cze 2016

Po co mi fejsbuk?


Nie posiadam fejsbukowego profilu i nigdy nie posiadałem. Nie wiem, czy to powód aby się chełpić, czy raczej w gronie skamielin mnie pozycjonuje? Coraz częściej natrafiam na rozprzestrzeniającą się modę wypisywania z fejsa. Osobiście uważam to za podszyte fałszywymi intencjami i trend z nikłymi szansami powodzenia. Zalatuje absurdem, bo jak obwieścić o tym światu, jeśli nie przez fejsa? W dodatku, jeżeli idzie za tym broda, okulary w rogowych oprawkach, szelki, mak oraz praca frilansera, ani chybi, poza. Myślę natomiast, że moja nieobecność w fejsbukowym świecie może być dla niektórych nie lada atrakcją i gdyby komuś przyszła ochota pokazać się ze mną w towarzystwie, służę.
- To Grzegorz. Grzegorz nie ma konta na fejsbuku. Od zawsze 
- Och naprawdę. Ale Ty fajny jesteś Grzegorz

* * * 

Nie do końca orientuję się jak zorganizowany jest fejsbuk. Brzmi niedorzecznie, ale to możliwe. Całą wiedzę czerpię z podglądactwa. Nigdy nie czułem potrzeby dzielenia się wyglądem swojego śniadania z kimkolwiek. Szczerze wątpię aby informacja, na którym z lotnisk właśnie przebywam i dlaczego właśnie tam całkiem spontanicznie trzepię sobie fotkę, była dla kogoś istotna. Fejsa postrzegam, być może mylnie, przede wszystkim jako złodzieja czasu i fałszywe przeświadczenie posiadania życia towarzyskiego. Chociaż z drugiej strony, coraz bardziej uświadamiam sobie, że nie całkiem rozumiem zjawisko mediów społecznościowych. Im więcej wiem, tym mniej z nich rozumiem. Poza tym, zerkając to tu, to tam, nabrałem przekonania, że działania wielu osób na fejsie determinuje chęć zaimponowania. Spójrzcie jakie mam fajne życie, jak z fejsbuka.

* * * 

Siedziałem niedawno w kafejce. Lubię to. To w zasadzie jedno z niewielu miejsc, gdzie w nieograniczony i bezkarny sposób można przyglądać się ludziom. Przy kawie i ciastku, udając że czytam, patrzyłem na ludzi. Przy sąsiednim stoliku miejsce zajął mężczyzna. Młody, wysportowany, figura fit, modnie ubrany, prawie jak z reklamy. Sałatkę sobie strzelił, bo pewnie fit. Złośliwy jestem, ale taka moja stetryczała natura. Jak inaczej to ująć, skoro sałatę również często przeżuwam jak królik, bo lubię i oczywiście jest fit.
Obserwowałem fitmena jednym okiem, drugim jego płaszcz, bo mi się podobał. Wcinał swoją sałatkę w tempie, po którym można by sądzić, że od tego jak szybko ją pochłonie zależy czyjeś życie. Nim jednak przystąpił do sałatkowego sprintu, z kieszeni wyciągnął imponującego ajfona o numerze nie wiem którym. Jego ekran był większy niż stolik, przy którym fitmen siedział. Trudno uwierzyć, że w kieszeni mu się zmieścił. Bez problemu mogłem sobie zerkać i widzieć co się na tym ekranie dzieje. Fitmen odpalił fejsa, światła na chwilę przygasły, bo taki ajfon potrzebuje mocy i ruszyli. I fejs, i fitmen. Jedną ręką szuflował zieleninę, drugą był w taczu z fejsem. Obie rzeczy na moje oko robił równie bezmyślnie. W swojej niezaspokojonej potrzebie analizowania wszystkiego co widzę pomyślałem, że sałatka była chyba po to, bo miało być zdrowo, a może nawet veg. Jednak jeśli on wcina w takim pędzie, zapatrzony w ekran, to raz, że nie bardzo jest, dwa, wrzodów się nabawi. Wątpię, czy jego kubki smakowe zdążyły cokolwiek zarejestrować. Za to na fejsie był z pewnością w kontakcie z kilkunastoma znajomymi i zdążył coś lajknąć. Gdybym mu wkroił w tę fitsałatkę odpowiednio niewielkie kawałki schabowego, albo innego mielonego, pewnie też by wrąbał i nawet nie zauważył.

* * *

W czasach Naszej Klasy założyłem profil. Był to mój jedyny jak dotąd udział w programie soszialmedia. Nie wiem po co to zrobiłem i czego oczekiwałem, bo zbytnio wylewny nie jestem. Skory do wyrażania nieuzasadnionych pochlebstw również, a wszelka konwersacja, szczególnie ta z niewidocznym przeciwnikiem idzie mi po grudzie. Kierowała mną, jak większością, zwykła ciekawość „jak prezentuję się na tle dawnych kolegów”. Ponadto, chciałem się dowiedzieć jak wygląda Kasia Sobczyk, moja dawna miłość. Właśnie sobie odpowiedziałem w jakim celu znalazłem się na NK.
Kasia posuwa się w latach dostojnie, a Nasza Klasa dostarczyła mi porcję regularnej rozrywki. Powinienem się wstydzić, ale nie mam zamiaru. Na NK oglądałem zdjęcia i nie zawsze były to osoby, które znam. Ubaw, a zestaw przeważnie standardowy.

  •  egzotyczne wakacje 
  • sporty ekstremalne 
  • komunia dziecka 
  • czasem ślub 
  •  z samochodem; w niektórych przypadkach z motorem 
  •  z/przed domem 
  •  (mężczyźni koniecznie) w garniturach 

Sztuczna naturalność połączona z przekazem - patrzcie jak mi się udało w życiu. Nie wiem czemu, ale przychodzi mi na myśl urządzanie mieszkania. Kilka miesięcy spędzone na wyborze odpowiednich kafelek. Drugie tyle w studiach projektujących meble. W międzyczasie objazd sklepów, tak zwanego wystroju wnętrz, bo koleżanka w pracy mówiła, że pod Rzeszowem są art modern disajn klamki do drzwi. Niestety na koniec okazuje się, że wszyscy w pionie mają te same płytki, podobne wanny, identyczne meble w kuchni i salonie, a sypialnię projektowało to samo studio meblowe. Mieszkania są do siebie bliźniaczo podobne, a czas na jego dopieszczanie poszedł się czesać bezpowrotnie. Zostaje się tylko pochwalić przed bratową i znajomymi z pracy. Podobnie ze zdjęciami na NK. Niby twarz na każdym inna, ale tło na wszystkich to samo.
Miałem kolegę. Miałem, bo dawno go nie widziałem. Tomek Bayer. Tomek nigdy nie imponował lotnością. Być może posiadał inne zalety, ale starannie je ukrywał. Od kiedy wynalazłem Tomka na NK, stał się moim ulubieńcem.

  • Tomek pod piramidami 
  •  Tomek na wielbłądzie 
  •  Tomek na kładzie 
  •  Tomek na egzotycznej plaży 
  •  Tomek na motorze 
  •  Tomek w Mercedesie 
  •  Tomek w garniturze w centrum handlowym

 To centrum handlowe mnie najbardziej rozwalało. Niestety, kiedy fejsbuk zżarł naszą klasę odebrał mi również rozrywkę.

* * * 

W tym miejscu powinienem postawić dużą kropkę wieńczącą wpis. Powyższy tekst miałem już wystukany od kilkunastu dni. Paru zdań podsumowania, puenty mi jedynie brakowało. Nie potrafiłem ładnie sklamrować tego co już napisałem.
Tekst nie jest salwą wymierzoną w fejsbuka ile bardziej w ludzi, którzy w zetknięciu z nim głupieją. Napisałem, że nie czuję potrzeby przebywania na fejsie. Prawda. Ja nie, ale blog owszem. Już od dawna noszę się z zamiarem by założyć fanpejdż. Z netowej edukacji jaką przechodzę w przyspieszonym kursie wiem, że blog bez tego ani zipnie. Nie zdobędzie czytelników. To naczynia połączone. Nie będę czarował, chociaż co innego mogę mówić na głos, że niby piszę dla siebie, ale chciałbym by ktoś to jednak qrwa czytał. Zatem fejsbuk i fanpejdż mają służyć pozyskaniu czytelników. Nie wiem o co chodzi w tym drugim, w pierwszym zresztą również, ale zamierzam właśnie utworzyć taki fanpejdż blogowy. Sam nie zamierzam się udzielać w fejsbukowym świecie. Chyba. Nie oznacza to, że nagle dotarł do mnie sens dzielenia się wyglądem śniadania. Niestety chyba do tego nie dojrzałem. Wciąż jest to dla mnie idiotyczny zwyczaj.

* * * 

Dopisane w ostatniej chwili:
Dziś skończyła się era przed, a zaczęła era z fejsbukiem. Pierwsze zdanie wpisu w zasadzie utraciło swą aktualność.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

1 komentarz:

  1. Pusto wszędzie, głucho wszędzie, Grzesio chyba powinien jednak założyć pejsa :D

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers