9 cze 2016

Zmanipulowani na modę


Jakiś czas temu zyskaliśmy nowych sąsiadów. Już o nich pisałem. Silnych więzi nie udało nam się jeszcze wypracować, a nasze relacje póki co ograniczają się do zwyczajowych pozdrowień. Nie mniej, Państwo Dresik stali się obiektem mojej wnikliwej obserwacji. Tak, przyglądam się naszym sąsiadom, jak poduszkowiec żyjący na parapecie, który wie o sąsiadach wszystko. Nic na to nie poradzę, ale nigdy dotąd nie miałem okazji egzystować w bliskim sąsiedztwie kogoś tak modnego. Prawie jakby mi plac Zbawiciela piętro niżej zapakowali. Dlatego przypatruje im się z taką ciekawością. Są dla mnie jak cyrk z zapaśnikami. Niech się ubierają jak chcą, żyją jak chcą, guzik mnie to interesuje i nic mi do tego, ale nie mogę się oprzeć i spoglądam na nich jak na ciekawostkę poznawczą.

Wspominałem kiedy Pan Dresik pierwszy raz zagościł w moim wpisie, jest to miłośnik spodzienia dresowego, którego posiada całą armię. Pani Dresik, choć w dresie nie gustuje z takim natężeniem, modowo również zadaje szyku. Dzięki obojgu dowiedziałem się o istnieniu dresokombinezonów. Szybki wykład od Nati i wiem, że to przebój stylowego ubioru. Nie mi oceniać.
Szukając dziury w modowej strategii wydawało mi się, że w końcu przyłapałem Dresika na popelinie. Przyuważyłem sąsiada w białych skarpetkach i klapkach basenówkach. Radośnie i z wyraźnie akcentowaną satysfakcją „mam gnoja” pognałem by obwieścić to Nati. Moja złośliwa satysfakcja szybko otrzymała cios na szczękę. Nic bardziej na czasie niż biały skarpet i klapek kubotek. O ja głupia cipa. Najlepiej będzie się nie wychylać, bo co ja wiem o modzie.
Innym razem, okupowałem parapet gdy się wprowadzali. Całkowicie przypadkiem. Stąd też wiem, że są w posiadaniu mebli, których rodowód sugeruje lata pięćdziesiąte lub ich imitację. Nawet ja orientuję się, że to się teraz stawia w modnych mieszkaniach.
Ślepy traf, nazwę to przypadkiem, ponownie usadowił mnie na parapecie, więc mimowolnie byłem świadkiem kiedy dostarczono sąsiadom zakupy. Jeśli zakupy, to tylko w sklepie organicznym. Sklepy organiczne to fetysz Londynu, a moda na organiczność to swego rodzaju londyński landmark. Co sprawia, że stajesz się Londyńczykiem? Zakupy w sklepie organicznym. Bez wątpienia, nasi sąsiedzi to ludzie ekstremalnie modni. Modelowy przykład podążania za modą.

Czytam wiele. Rozumu mimo usilnych starań mi od tego nie przybywa. Po prostu czytam. Czytałem więc niedawno artykuł rzucający nikłe światło na sposób kreowania mody. Niestety przezornością się nie wykazałem, artykułu nie zasejfowałem, a próby odnalezienia w necie nie powiodły się, dlatego nie mogę odesłać.
Chodziło o modę męską. W zasadzie o nowego mężczyznę, który ma zstąpić na ziemię po erze metroseksualnego, hipstera, lumberdżeka. Kto następny?
Artykuł jest historyjką. Przenosi do niewielkiego pokoju w agencji reklamowej. Pośrodku nocy, trzech kreatywnych siedzi zjechanych jak konie po wielkiej pardubickiej. Wciągnęli cały dostępny koks, wypili kilka dzbanków kawy, opróżnili stojący na korytarzu automat z napoi energetycznych. Umysły mają zgnębione, stan załamania blisko. Na ranek potrzebują pomysłu. Szukają nazwy nowego mężczyzny, który choć jeszcze nie wiadomo jak wygląda, musi posiadać nazwę by rozpocząć swe istnienie. W końcu jest! Na białej tablicy pojawia się chwytliwa nazwa. Teraz należy dorobić historię, puścić do zaprzyjaźnionych magazynów i czekać, czy ulica kupi. Następnie sukcesywnie tworzyć wizerunek i podrzucać coraz więcej fotek. Kolejny produkt został sprzedany.

Nowych praw rządzących światem nie wymyślę mówiąc, że moda nie tworzy się sama. Moda to zręczna manipulacja. To coś, co zostaje umiejętnie zaserwowane jako towar niezbędny. Wiele osób, które kpiły niedawno z klapek kubotek i białych skarpetek, dzisiaj w nich popyla. Dres już dawno wszedł na salony, chociaż był symbolem obciachu. Ściana wschodnia, Radom, Sieradz i przedmieścia Szczecina okazały się być siedliskiem trendseterów. Dres jaki był, taki jest, ale argumenty modowych „ekspertów” sprawiły, że wypiękniał. O aseksualnych Agach, Emu pisać nie zamierzam.

Naśmiewam się trochę z naszych sąsiadów. Nati twierdzi, że niepotrzebnie. Mówi, że są spójni(?) wizerunkowo. Cokolwiek to znaczy. Poza tym, daje o sobie znać Naciowa wiara w ludzi, którą bezskutecznie staram się w sobie zaszczepić.
- To na pewno są dobrzy ludzie, bo dbają o rośliny przed oknem na naszym przy domowym skwerku. Tylko dobrzy ludzie dbają o rośliny (np. Leon Zawodowiec).
Nie neguje ich dobroci. Przyznam się mam nawet pewną słabość do Dresika. Ujmuje mnie sposób i ilość czasu jaki poświęca córce. Nie potrzebuje do jej obsługi instrukcji.
Nie oceniam również spójności. W zasadzie nie wiem skąd u mnie ironia kiedy mówię o naszych sąsiadach. Co staram się dowieść? Moda to nie jest zjawisko negatywne. Istnieje od zawsze, albo od bardzo dawna. Mimo wszystko, jest dla mnie coś śmiesznego w ślepym podążaniu za modą i bezkrytycznym przyjmowaniu jej wszystkich aspektów. Bez względu na jej rodzaj, chociaż ja skupiłem się na odzieżowej. Czyni z człowieka nieco bezmyślną masę podatną na wpływy.

Choć może to ze mną jest coś nie halo? Już tak mam, że zawsze doszukuje się dziury w całym. Źle znoszę wszelkie próby sugerowania, nacisku, manipulacji. Staję okoniem. Po cichu lub otwarcie. Może więcej we mnie polskości niż sądzę? Bo co, nie będzie mi ktoś mówił...
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers