8 lip 2016

Peter Jackson, od pierścieni do mojego telefonu


Gdybym się uparł, dzisiejszy tekst w trzech zdaniach zdołałbym upchać. Standardowej długości tekst z prasy skierowanej do mężczyzn. Może i dobrze? Po co wysilać zwoje na koniec tygodnia. Apatia twórcza dopadła mnie całą mocą i wcale nie ma zamiaru odpuszczać. Można powiedzieć - zawiesił się. A to jeszcze nie koniec.
Futboliści nadal zapamiętale biegają za piłką, jak ja zapamiętale nie odpuszczam prawie żadnego meczu. Pozostał jeszcze jeden. Mam szczęście. BBC darmowo raczy mnie całością francuskich mistrzostw. Na bok zeszło wszystko co istotne i nieistotne. Od miesiąca książki nie tknąłem, od miesiąca nietknięte gazety w domu zalegają, które Nati z Polski przytargała. Klepanie w klawiaturę idzie mi po grudzie. Niemoc.
Orły odpadły, pochlipałem, ale nie odpuszczam. Bo czemu? Teraz na spokojnie, bardziej jako koneser, ale oglądam nieprzerwanie. Dni bez meczu w imprezie pustkę w moje życie wprowadzają. A co będzie w niedzielę, gdy sędzia ostatnim gwizdkiem całkowicie imprezę zakończy? Syndrom odstawienia straszy. Będę sobie musiał życie na nowo układać.

Dzisiejszy tekst nie jest analizą. Nie skłania do podsumowań, nie nasuwa wniosków. Temat spłynął na mnie nagle i uznałem, że warty wyklepania kilku słów, akurat na przerwanie niemocy, bo jest dobry i pozytywny. Ostatni poniedziałek ogłosiliśmy dniem lenia. Żadnej pracy, obowiązków. Nic. Siedzimy, palimy długie papierosy, pijemy drinki z cienkiego szkła. Rano podniosłem się żeby iść pobiegać, bo to żaden obowiązek, a dobrze mnie stroi na resztę dnia. Nati w tym czasie dosypiała. Wczesnym przedpołudniem opuściliśmy mieszkanie by cieszyć się rzadkim w Londynie słońcem. Słońce, słońcem, ale moja lniana koszula na garbie okazała się mocno na wyrost. Przynajmniej świeciło. Jeszcze.
Przechadzka po dzielni, mały lancz zjedzony na skwerku, potem czarity szop, kawa w kafejce i kino. Prawie jak w piosence śpiewanej przez Eugeniusza Bodo. Przed kinem zaszliśmy do operatora, by mój telefon wymienić. Biedak już ledwo dawał radę. Mam nowy. Drwiłem ja, będą drwić ze mnie. Stałem się posiadaczem telefonu wielkości grzewczej płyty indukcyjnej. Być może mam nawet aplikacje, która pozwala podgrzewać garnki na telefonie? Sam wybierałem, do nikogo pretensji mieć nie mogę.

Zakup telefonu okazał się proceduralnie zawiły. Nic to, mieliśmy sporo czasu. Chłopak, który się nami zajmował wykonał w tej sprawie więcej telefonów, niż ja w miesiąc. Nie wiem gdzie i po co dzwonił. Nieważne. Nazywał się Peter Jackson, co wielkimi literami widniało na identyfikatorze przypiętym do piersi. Podobnie jak to, że jest nowym pracownikiem przez co może popełniać błędy. Niestety, a może stety, nie był to ten Peter Jackson, reżyser sagi o pierścieniach. Chociaż na pewno w dechę by było móc powiedzieć, że telefon sprzedał mi sam Peter Jackson od hobbitów.
Więc nie reżyser Peter, wspierany przez Caren, która każde zdanie zamiast kropki puentowała „fantastic” lub „make sens?” starali się zaspokoić nasze potrzeby. W takich momentach odlatuje. Za dużo danych do przyswojenia. Ja po prostu potrzebuje telefon, z którego będę zadowolony. Czy to mało precyzyjne zdefiniowanie potrzeb? Czemu zadają mi tyle pytań? Szczęśliwie jest Nati. Ona zawsze jest czujna, na sprzęcie się zna i zabijcie mnie nie wiem skąd wyciąga te wszystkie praktyczne pytania. W tym samym czasie ja na pewno nie wyglądam na twardziela. Odjeżdżam na krzesełku, wzrok mam maślany, powieki opadają mi jak buldogowi. Letarguję.
Nie reżyser Peter, co zauważyła Nati, w obu uszach umieszczony miał implant, co w połączeniu z widoczną bądź słyszalną wadą wymowy, sugerowało, że jeszcze do niedawna był osobą głuchoniemą. Pomyślałem sobie - Kurcze, facet był głuchoniemy, a teraz może pracować i to w miejscu gdzie jest ustawicznie wystawiony na werbalny kontakt z ludźmi. Jednak ludzkość robi czasem coś pożytecznego. Przy ogromie chorób, trwającej wojnie z rakiem, czasem potrafi człowiek odnieść małe słuszne zwycięstwo w walce z naturą, które przynosi pożytek. Może za bardzo odjechałem, ale to budujące. A Peter nie reżyser był naprawdę zaangażowany w to co robił.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

1 komentarz:

  1. Po niedzieli z ostatnim meczem bedzie poniedzialek i wieczorem idziemy do kina. Dasz rade ;)

    OdpowiedzUsuń

Google+ Followers