24 sie 2016

Awantura o pierś - karmić, czy nie karmić?


Lubimy toczyć wojny. Bez nich nudno. Naród polski najwyraźniej tak mieć musi, że jedną wojnę kończy, nową zaczyna. Naparzamy się po głowach z podziwu godną regularnością. Dymiły latem działa wycelowane w Januszy Bałtyku, pobrzmiewały salwy w bitwie o parawaning. Żadnych jeńców. Kultura w walce z prostactwem. Rozlało się na dobre poza wybrzeże, a błahe z pozoru problemy zyskały wymiar sporu narodowego. Kraj, co stało się już zwyczajem, podzielił się na dwa zaciekle i ziejące do siebie pogardą przeciwne obozy.
Nawet aura miała już chyba jednak dość. Lato się wypięło i zabrało upały, a spór rozstrzygnął samoistnie. Letnicy wyjechali; problem zniknął. Powstał nowy. Równie istotny i podobnie jak poprzedni, wymagający wzajemnego okładania się inwektywami. Karmienie piersią w miejscach publicznych. Spór w sprawie, Bałtycki Janusz kontra reszta, zaangażował w słowne przepychanki proletariat oraz klasę aspirującą wspieraną przez zaciąg celebrycki. Problem karmienia natomiast, nabrał rangi nie tylko społecznej, ale i politycznej. Nie dość, że trafił na wokandę, ale i pobudził do dyskusji elity z Wiejskiej.

Ktoś niezorientowany i przyglądający z boku, mógłby uznać Polskę za kraj dostatni i ustabilizowany. Polaków zaś, za szczęśliwych i spełnionych, bo tylko w ten sposòb można wytłumaczyć istnienie równie idiotycznych sporòw. Znudzeniem.
Nakręca nas dziwna energia powstająca z prania po pyskach. Łączymy się we fronty i opozycje. Okopujemy na liniach podziału i walimy do siebie czym popadnie. Tworzymy rodzaj sektowości. Matki karmiące piersią przeciw niekarmiącym. Matki chustowe przeciw niechustowym. Wszystkie matki, przeciw tym co nie mają dzieci. Zmotoryzowani przeciw rowerzystom. Rowerzyści przeciw zmotoryzowanym, ale i biegaczom nie odpuszczą. Biegacze przeciw wszystkim, którzy nie biegają. Każdy musi mieć cel do napierdalanki. Dzień za krótki by wyliczać. Potrafimy się porozumieć i połączyć w dążeniu, tylko przeciw czemuś, ale nie za czymś. Jałowe spory, kiedy do rozwiązania wystarczy kroczek wykonać.
* * *
Polska to wciąż miejsce, gdzie większą wagę przykłada się do głoszenia idei niż ich respektowania. Na poziomie deklaracji bywamy spełnieni. Jesteśmy tolerancyjny, pełni empatii, zrozumienia, otwarci, przepełnieni troską.
Realia trochę się rozjeżdżają. Ciężko w naszym kraju być matką karmiącą, niepełnosprawnym na wózku, bez wózka, ojcem chcącym czynnie uczestniczyć w wychowaniu pociechy i każdym, kto wystaje poza nurt uznawany za normalność. Przesrane ma nawet staruszka szukająca zbyt długo drobnych w portmonetce przy kasie. Czasem to wynik przepisów prawnych, innym razem mentalności, czy bezmyślności.
Opowiadał mi niedawno kolega, młody tata, jak przyszło mu się przedzierać przez zasieki chujowej organizacji i nieprzychylności. Potrzebował przewinąć syna podczas spaceru. Przyjazną toaletę znalazł w centrum handlowym. Przewijak owszem, ale niestety tylko w toalecie damskiej. Już sama zmiana pieluch w terenie była dla chłopa stresująca, bo maciejkami syn się nie zrąbał, a tata nie zabrał wacików, którymi woń tamuje wkładając je na okoliczność do nosa. Najgorsze były podejrzliwe i przepełnione agresją spojrzenia kobiet, które wcale nie widziały w nim rozczulającego samotnego ojca. Widziały intruza. I te niejednokrotnie przepełnione miłością matki, zwracały mu uwagę, jakby był idiotą i nie dostrzegał w jakiej toalecie się znajduje. A co ma taki qrwa ojciec począć będąc na basenie z córką? Zabrać ją do przebieralni męskiej, czy bezpardonowo wkroczyć do damskiej? Niewielkie problemy, do ktòrych rozwiązania zbyteczne powoływanie komisji, czy ingerencja sejmu. Dlaczego zatem problem karmienia się tak zmutował?
* * *
Przeciwnikiem karmienia piersią w miejscach publicznych nie jestem. Więcej, jestem z nim całkowicie po linii. Nie znaczy to jednak, że nie czuję się nieswojo w restauracji, widząc obok siedząca matkę, ktòra piersią karmi dziecko. I nie chodzi bynajmniej o widok piersi, chociaż w pewnym stopniu również. Gryzie mi się koncepcja. Istnieją miejsca gdzie nie zakłada się nóg na blat, popuszcza zwieraczy oraz nie wyciąga piersi by karmić. Nie odmawiam prawa. Nawet do tego, by robić to w restauracji, czy gdziekolwiek, ale może się to odbywać w nieco inny sposób. Niekoniecznie przy stole. Zachowanie dostosowane do okoliczności.

Jak zwykle niewiele w sporze racjonalności, dużo młócki, jeszcze więcej chęci postawienia na swoim. Moja mojsza jest najbardziej moja. Zwolennicy, by nie klamrować ich w grono wybitnie damskie, uprawiają swoją naparzankę jak dla mnie zbyt ostentacyjnie. Rodzaj agresywnej manifestacji - mam prawo, więc czemu nie.
Rzucam kamieniami w media społecznościowe, dołożę i teraz, bo to one przekrzywiły nieco obraz tego co dopuszczalne. Zamazały granice dobrego smaku i taktu. Porody, karmienie piersią, nagie pośladki. Co jeszcze? Kopulacja? Wszak to równie piękny i ludzki akt. Udostępniamy publicznie wydarzenia uznawane do niedawna za intymne. Dość opacznie rozumiane - nic co ludzkie nie jest mi obce.
Bez obawy, dostrzegłem istnienie rekwizytòw pozwalających matczyną pierś zamaskować. Mimo tego, nierzadko owa pierś karmiąca na widok publiczny bywa wystawiona. Jak dokonać rozgraniczenia, kiedy pierś występuje jako obiekt seksualny, a kiedy jako magazyn pokarmu? Czy w innych okolicznościach ta sama kobieta poproszona o obnażenie piersi, spełniłaby prośbę?
* * *
Nie nawołuję do chowania się po krzakach. W całym problemie przeszkadza mi, jak zaznaczyłem, jedynie ostentacyjność nie dopuszczająca innego rozumowania. Wiele czynności, które wykonujemy są równie ludzkie, a jednak nie w każdej sytuacji odpowiednie. Rozumiem cud życia, piękno, naturę, ale różne sytuacje, przez różnych ludzi, są różnie odbierane. Nie narzucajmy nikomu swoich wartości uznając, że są jedyne i lepsze. Dawno temu usłyszałem, że kulturalne zachowanie to umiejętność niewprawiania drugiego człowieka w zakłopotanie. Jak dla mnie dobre.
Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego. Granice bywają płynne, a prawo nie jest w stanie i nie powinno wszystkiego regulować. Poziom ewolucji jaki osiągnęliśmy jako ludzie pozwala nam radzić sobie z podobnymi kłopotami w oparciu o zwykłe kontakty międzyludzkie, dobre chęci i zdrowy rozsądek. Z pominięciem wyższych instancji. Pomiędzy „absolutnie tak” i „kategorycznie nie” istnieje coś jeszcze. Rozwiązania należy więc szukać w zasadzie złotego środka. Chciałbym bardzo, ale nie wierzę, że do tego dojdzie, bo my to się lubimy tak pookładać bez sensu.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers