19 wrz 2016

Na ziemi ojców - Willkommen in Stettin


Oderwałem się od klawiatury na dobre. Ożywczy, aczkolwiek niezamierzony, odpoczynek od ermaka sobie zaaplikowałem. Zdaje się niemożliwe, a stało się. Widać tak potrzebowałem. Dwa tygodnie bez komputera, ale gwoli sprawiedliwości, nie internetu. Telefony mogą dziś wszystko, a moja płyta grzewcza funkcjami i wielkością wyświetlacza ermakowi niewiele ustępuje. Dziarsko mi go zastępowała. Okazuje się, że potrafię się obejść bez codziennego mielenia i przeglądania tego wszystkiego, co zwykle wydaje mi się z niezmiernie ważne.

NA ŁONIE RODZINY
Do Szczecina w końcu i po długich przedbiegach się wyprawiłem. Dawno nie byłem, a poza tym dentyście pojechałem się ukłonić. W Szczecinie Pani Wanda Dentystka urzęduje, od 18-tu lat naczelny strażnik mojego uzębienia. Dentysta rzecz nie byle jaka i ważne aby mieć do niego zaufanie. Wystarczający powód żeby gnać taki kawał.
Zatrzymałem się w mieszkaniu Siorki i Szwagra Krzysztofa, ponieważ dzielenie przestrzeni mieszkalnej z Danutą Matką i Józefem Ojcem bywa męczące i rodzi konflikty. Po miłych początkach nasze dziwactwa się nie zazębiają. Ponadto, Danuta Matka posiada niezbadaną zdolność doprowadzania największych optymistów na skraj przepaści. Najbardziej opornego potrafi pchnąć w czeluść, a wszystko w jego dobrze pojmowanym interesie. Taka to Danuta Matka, przy pakiecie niezaprzeczalnych zalet jak sos z kurek przygotowany dla dawno nie widzianego syna, czy gołąbki z prawdziwkami. Dlatego zmieniłem zwyczaje i umilam czas Siorce i Szwagrowi Krzysztofowi. Zatrzymuję się u nich od pewnego czasu. Taki układ jest zdrowszy dla wszystkich stron. Siorka dba by młodszy brat nie chodził głodny, brudny i obdarty. Identycznie jak w chwili kiedy miałem 10 lat. Wciąż jest tą samą starszą siostrą która nie da zrobić mi krzywdy. W czasie swojego pobytu jestem niejako substytutem Siostrzeńca Kuby, który porzucił Szczecin na rzecz Wrocka, gdzie studia uprawia.
U Danuty Matki i Józefa Ojca natomiast, pojawiam się na obiady, kawę, herbatę, świeże pączki, z przyjacielską wizytą. Wystarczająco by nie nadepnąć sobie na odcisk, a wszyscy są zadowoleni.
* * * 
Pani Wanda Dentystka gdy tylko się pojawiłem paszcze mi rozdziawiła. Straty oszacowała. W oczekiwaniu aż morda mi stężeje po szprycy znieczulającej, pogawędziliśmy do chwili gdy morda mnie stężała na tyle, że powiedzieć nie byłem już w stanie nic. Lewa dolna szóstka po godzinie została nareperowana.

SZCZECIN FAJNY
Pogoda była moim sprzymierzeńcem, a słońce grzało jak we wrześniu 39-go. Zelòwy zdarłem na szczecińskich trotuarach, przemierzając go w każdą możliwą stronę, lecz nie zamierzam narzekać (za bardzo) na to co widziałem. Słońce potrafi pomalować wszystko przyjemnymi barwami. Tym razem Szczecin wydał mi się zadziwiająco przyjemny, mimo swoich widocznych szkaradności.
To ładne miasto. Kto był, kto widział, tego nie trzeba przekonywać. Niewiele jest miast poròwnywalnych urokiem. Miasto niewykorzystanych i niewykorzystywanych szans, które jeśli nie popadło, to popada w prowincjonalizm. Wciąż jednak może być miastem przyjemnym. Miastem, które atakuje nie tyle intensywnością życia, ale spokojnie bijącym rytmem miasta na weekendowe wypady. Miastem, które poleca się z ust do ust jako cel kilkudniowych wizyt.
Fajnie, że ożywają ulice kiedyś uznawane za nieciekawe. Rayskiego, Mazurska, Śląska. Coraz więcej tam knajp, gdzie można zjeść, napić się. Niektóre może ciut pozerskie, inne nieco zbyt hipsterskie, ale każdy ma hipsterów na miarę swoich możliwości. Nie mniej są. Knajpy oczywiście. Fajnie, że odnowie poddano zdewastowane, ale piękne kamienice na części Śląskiej. Fajne są Jasne Błonia, gdzie biegałem wcześnie rano, gdy Szczecin ruszał do pracy.
Fajnie, że Szczecin odkrył lody. Lody własnej produkcji. Trafiłem w kilka miejsc, niektóre z polecenia, niektóre strzały w ciemno, z zajebiaszczymi lodami. Ustawiające się po nie kolejki są dowodem, że lody w Szczecinie się wstrzeliły. Jako lodziarz, mam nadzieję, że to nie tylko sezonowe zachłyśnięcie i trynd przetrwa dłużej.

SZCZECIN NIEFAJNY
Ten sam Szczecin jest ròwnież qrwa brudny, osrany i obskórny. Miejscami ciągnie uryną. Zalepiony starymi plakatami. Postrzępionymi i wyblakłymi. Nawet na uznawanym za reprezentacyjny dla Szczecina deptaku Bogusława. Nad sklepami dominują brzydkie, każdy na inną modłę, tworzone w garażach, szyldy i pseudo neony o wątpliwych walorach upiększających. Zabutkowo i jarmarcznie. Dwie dominujące galerie handlowe skutecznie udupiły życie i ludzki ruch na ulicach. Jak w polskim filmie. Nic się nie dzieje. Nie trudno zliczyć w dowolnym momencie ludzi przechodzących ulicą w zasięgu wzroku, bo jest ich tak niewielu. Handel poza galeriami nie istnieje lub istnieje w minimalnym stopniu. To one pełnią rolę kulturalną, rozrywkową i miejsce spotkań towarzyskich. Poza tym, ceny w niektórych knajpach wydają mi się ciut za wysokie jak na możliwości mieszkańców. Myślę sobie - przysiądę gdzieś w lokalu, sałatkę jak królik wrąbie. 25 złotych. Sałatka taka sobie, raczej bez historii. Zsumowałem zawarte produkty i wyszło mi mniej więcej 10 złotych. Energia, koszty pracy, zusysrusy, głupi nie jestem, ale mimo wszystko, chyba trochę za dużo. Z drugiej strony, te same lokale funkcjonowały kiedy byłem dwa lata wcześniej, w ubiegłym roku i teraz, więc chyba jakoś się to godzi. Co ja wiem o zabijaniu.

POŻEGNANIE
Dziewięć dni i było minęło. W weekend pomoczyliśmy jeszcze pięty ze Szwagrem Krzysztofem i Siorką w bałtyckiej solance, zdążyliśmy się skuć, wytrzeźwieć i już musiałem przygniatać kolanem samsonaita żeby się domykał. We wtorek obściskałem się ze Szwagrem Krzysztofem, obcałowałem z Siorką na pożegnanie i pięknym prawie nowym szynobusem pomknąłem wprost na lotnisko w Goleniowie. Szynobus kursujący wprost na, i z lotniska. Takie dziwy tylko w Szczecinie. Mniej więcej dwie godziny później samolot z niewyobrażalną ilością polskich dzieci - Dżesik, Aleksòw, Sandr, Brajanòw - powracających do angielskich szkół, niósł mnie ku dostojnej Brytanii. Czy Wielkiej? Za dwa dni, samolotem tych samych linii ciachałem niebo kierując się w stronę Sofii, gdzie na lotnisku czekali Diana i Nico.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers