23 mar 2017

Kutas i Zima Suka; Jak ugryźć ten feminizm ?


Niemal dwóch tygodni potrzebowałem aby nowy tekst wystukać. Całkiem słuszny rozbrat z klawiaturą sobie zafundowałem. W poszukiwaniu przyczyny, poszedłem tropem tego co za oknem dochodząc do wniosku, że przesilenie wiosenne mnie ani chybi zaatakowało z całą swą mocą. Dwa tygodnie jak w malignie. Niby słońce, piękna pogoda, biedronki na parapecie zwiastujące wiosnę a u mnie animusz i wola walki gdzieś się zapodziały.
*  *  * 
Łańcuch fejsbukowych lajków i połączeń umożliwia podglądanie publikacji znajomych naszych znajomych, znajomych znajomych naszych znajomych itd. Funkcjonowania fejsbukowej machiny tłumaczyć nie muszę, bo najbardziej potrzebującym w tej mierze osobnikiem mógłbym okazać się tutaj ja. Dzieło Zuckenberga wciąż pozostaje dla mnie nie do końca rozgryzione. Wspominanym sposobem trafiam na treści udostępniane przez Paulinę Młynarską. Cieszy mnie to, bo mówiąc kolokwialnie, lubię ją czytać. Z większością rzeczy się identyfikuję, niektóre poddałbym polemice. Ale na tym polegają zalety wolności poglądów i ich wyrażania. Uważam, że Pani Paulina to kobieta atrakcyjna, co w tym przypadku jest jakby mniej istotne, oraz w równym stopniu inteligentna. Z akcentem na obie te rzeczy, a wymieniłem je w porządku alfabetycznym gdyby komuś przyszło się czepiać.
*  *  * 
Feminizm stał się popularny i chyba na czasie. Jeśli nie, to przynajmniej jego głos zdaje mi się jest bardziej donośny niż, trudno mi powiedzieć jaki, ale jakiś czas temu. Nie odkryłem tego nagle, budząc się dzisiejszego poranka, lecz częściej niż kiedyś docierają o mnie z różnych stron głosy walczące o prawa kobiet. Zwolennicy lub zwolenniczki i idący z nimi do pary oponenci jakby zintensyfikowali swoje działania. Nie tylko w Polsce, ale i w świecie. To oczywiście moje subiektywne odczucia. Nie wiem czemu się tak dzieje oraz czemu odnoszę takie wrażenie, ale jest to temat na osobną dyskusję, bo nie tym chce się zająć.
*  *  * 
Dominuje utarty pogląd, że pewna siebie, dowartościowana, zdecydowana i zdeterminowana kobieta to zimna suka. Mężczyzna zaś, cieszący się podobnymi przymiotami to złamany kutas. W stosunku do kobiet ten mało wyszukany tytuł posiada negatywny wydźwięk. Brzmi pejoratywnie. Mężczyźnie, choć również nacechowany jest negatywnie, nadaje charakteru. Ciekawe czemu tak się dzieje? Kiedy kobiecie akcentuje się typowo damskie cechy jak uroda, wdzięk i ogólną atrakcyjność, feministki reagują obruszeniem i irytacją. Zabawne, ponieważ nowy, choć już wcale nie taki nowy, premier Kanady bardzo często nazywany jest ciachem, a jego atrakcyjność cielesna regularnie stawiana jest na pierwszym miejscu, przed inteligencją i postępowym umysłem. Nikt z tego zdaje się nie czynić tragedii i nie doszukuje się ataku na, jeśli nie wszystkich mężczyzn, to przynajmniej osobę premiera. Nie słyszałem w związku z tym żadnych głosów mówiących o seksizmie.

Od dawna, w zasadzie od kiedy trafiam na feministyczne treści, wywołują one u mnie pewnego rodzaju dylemat. Nie wiem, czy nazwałbym się feministą. Przesadnym orędownikiem sprawy chyba również nie. Szanuję kobiety nie tylko za sam fakt bycia kobietami. Szanuję ich pracę, szanuję osiągnięcia, inteligencję, mądrość. Nie dyskwalifikuję przez tylko sam fakt bycia kobietą. Nie mam problemu z wykonywaniem czynności uznawanych potocznie za typowo damskie, nie mam problemu z kobiecym zwierzchnictwem, nie uważam by kobiety w jakiś szczególny sposób były predysponowane do latania na miotle, czy tańców z mopem. Mogę powiedzieć, tyle o mnie. W tym miejscu postawię kropkę w obawie, że mogę strzelić coś głupiego, co zostanie opatrznie zrozumiane. 

Nieprzypadkowo wspomniałem o jednej z sióstr Młynarskich. W okresie około Dnia Kobiet zamieściła bowiem Pani Paulina wpis na fejsbuku, nie swój, który przedstawiał 8 punktów na 8 marca. Adresatem owych punktów jeśli dobrze je zrozumiałem jest mężczyzna, chociaż nie zostało to jasno sprecyzowane. Odsyłaczy do listy nie zamieszczam. Kto chce, niech sobie poszuka, poszpera, ale zapewniam mało interesujące. Natomiast uderzyła mnie mieszanka chamstwa, ordynarności i prostactwa w nich zawarta i w sumie zaskoczyło, bo nie spodziewałbym się, że Pani Młynarska taki mocno prymitywny, przynajmniej dla mnie, przekaz zechce promować.

To jest ten mój problem z feminizmem. Nie potrafię zrozumieć czemu jest on taki napastliwy? Czemu jest taki agresywny i krzykliwy? Jako niespełniony socjolog i niezrealizowany psycholog wiem, że agresja rodzi agresję więc nie prowadzi nigdy do rozwiązania, a bardziej do konfliktu. Szansa osiągnięcia sukcesu walką w takiej formie chyba niewielka, ale może się mylę. W każdym razie, mam wrażenie feminizm przyjął nazbyt impertynencką formę. Działania jakie obserwuję, w moim odczuciu pomagają tyle sprawie ile Michał Piróg swoją działalnością pomaga gejowi pracującemu na pochylni gdańskiej stoczni. Mówiąc otwartym komunikatem, niewiele lub nic.

W całej tej feministycznej wojnie zastanawiają mnie dwie rzeczy. Pierwsza to mało lojalna postawa kobiet względem siebie i toczące się krwawe bitwy na linii kobieta - kobieta. Część obwołuje się feministkami, inne odżegnują się od tego i nie chcą by przylgnęła do nich łatka. Dyskusje jednych z drugimi bywają agresywne i wulgarne. Obrzucają się obraźliwymi epitetami, a tymczasem, tym drugim ulatuje gdzieś fakt, że skoro między innymi mogą realizować się zawodowo, ścieżka kariery pozostaje dla nich otwarta, publicznie wyrażają swoje opinie, to jest to część osiągnięć wypracowanych przez feministki. Zatem niejako również biorą w tym udział, jak bardzo mocno by się od tego odżegnywały.
Druga rzecz to stosunek do mężczyzn. Mężczyzna traktowany jest przez feministki jak niedorozwinięty idiota o mocno ograniczonym intelekcie i możliwości logicznego myślenia. W zajadłości ataków, nie tylko ale głównie, na mężczyzn feministki niewiele różnią się od tych, od których domagają się szacunku. Krzykliwa napastliwość zdaje mi się bardziej zniechęca niż przysparza im zwolenników. Przynajmniej na mnie oddziaływuje w ten sposób. A przecież jak powiedziałem, postulaty walczących kobiet uważam za słuszne. Irytuje mnie jedynie, stawianie w pozycji odmóżdżonego ćwierćinteligenta. Przypuszczam, że podobnie myślących mężczyzn również może odstraszać. Nie, nie czuje się urażony, ile bardziej zniechęcony i zastanawiam się czy feminizm musi przybierać tak agresywną maskę?

Moje rozważania miały miejsce w piątkowe popołudnie. Życie najwyraźniej nie przeczołgało mnie odpowiednio przez cały tydzień, bo pozostawiło siły by zaprzątać sobie tym głowę. Tak sobie to wbiłem do głowy, że podczas sobotniego śniadania, które mamy zwyczaj celebrować długo i rozwlekle, delektując się chwilą, zapytałem o zdanie Nati. Uznałem, że Jej osoba jest jak najbardziej na miejscu by umiejscowić Ją na eksperckim fotelu. Moja niezwykle inteligentna Żona jest szanowana i lubiana przez znajomych. To Ona stanowi towarzyski trzon naszego duetu. Jest ceniona w pracy, zarządza dużymi projektami (nie cierpię tego słowa) informatycznymi, kieruje ludzkimi zasobami jak to się zwykło nazywać w nowomowie korporacyjnej, wielokroć wykorzystuję Jej wsparcie i rady. Oczywiście nie piszę tego bez celu, liczę bowiem, że przeczyta te słowa oraz wystawioną laurkę i nie ukrywam, oczekuję wymiernych korzyści z tego powodu. Ale spieszę też uspokoić tych, którzy już pędzą by składać zamówienia na taki model Żony. Nie, nie posiadam bezusterkowego modelu. Miewa czasem usterki.

Ze słów Nati jasno wynika, że nie czuje szklanego sufitu nad sobą, Jej koleżanki z pracy również nie. Nie czuje by Jej wartość jako pracownika, kompetencje, czy decyzje były podważane tylko dlatego, że jest kobietą. Nigdy się z czymś takim nie zetknęła. Przynajmniej tak to zrozumiałem. Powiedziała też coś Nati niezwykle istotnego. Jak to Ona. Kobiety muszą wykorzystywać te możliwości, które już posiadają. Bo upominanie się o więcej w momencie kiedy nie korzystasz z istniejących środków jest nieco nielogiczne. Brzmi sensownie.
Przekaż Post:    Facebook Twitter Google+

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Google+ Followers