Czy można się zakochać?


Wpadł do mnie bez uprzedzenia z samego rana. Od niemal dwóch tygodni namawiałem go na wspólny wypad w miasto, bo wiedziałem że został sam w domu. Ankę z dziećmi wyprawił na wczasy all inclusive dla matek z dziećmi, zdaje się na Kretę. Dzwoniłem, pytałem - może skoczymy gdzieś na piwo, mecz w plenerze sobie obejrzymy, na dupeńki popatrzymy? Masz trochę swobody, to korzystaj.
Ale nie, wykręcał się pracą, brakiem czasu i tym, że pod nieobecność rodziny chce nadrobić zaległości. Dzisiaj natomiast wpadł jak torpeda i z miejsca, nie zastanawiając się, jakby o niczym innym nie myślał, pyta:
 - Słuchaj, czy można mówić o zakochaniu w stosunku do kogoś, kogo spotkało się raptem dwa razy? Do kogoś, z kim spędziło się upojne i cudowne, ale zaledwie dwie noce? Zadurzyłem się jak sztubak. Jak młody chłopiec w swojej pierwszej miłości. Nie ma dnia, godziny bym o niej nie myślał, nie analizował, wspominał, wracał pamięcią do obu naszych spotkań. Upłynęło tak wiele i niewiele czasu, a ja wciąż wspominam, rozpamiętuje. Nie tak miało być. Wydostało się to spod kontroli.
 - Noooo…, wiesz…

 - Nie, nie jest młodsza, jeżeli chcesz mi zarzucić kryzys wieku. Jest starsza, aczkolwiek czy lata mają tu jakiekolwiek znaczenie? Bo oprócz tego jest również piękna, naturalna, dostojna, inteligentna, wrażliwa, nostalgiczna, atrakcyjna i powabna. Świadoma swej atrakcyjności, ale w skromny i nie wyzywający sposób. Gdy o niej myślę, serce mi przyspiesza i wzmacnia uderzenia jakby miało zaraz wyskoczyć. Jakby za chwilę coś się miało wydarzyć. Coś wielkiego, epokowego. Jakby miała stanąć w drzwiach i powiedzieć „Jestem”. Ale to nierealne. Zastanawiam się, skąd we mnie to rozemocjonowanie, skoro wiem, że nic takiego nie będzie miało miejsca...
 - Sorki że Ci przerywam, ale napijesz się czegoś? Kawy, właśnie nastawiam?
 
 - Nie, nie mam ochoty. Piłem już. Porozmawiać wpadłem. Bo widzisz, kładę się i chciałbym aby noc nigdy się nie kończyła, bo nie mam ochoty podnosić się z łóżka. Dziś w nocy wybudził mnie sen o niej. Otworzyłem oczy…,  a to tylko sen. Nie było jej obok. Nie ma jej w moim życiu. Już nigdy nie będzie. Pozostanie tylko w myślach. Podobnie jak żal i zazdrość. Że kiedyś inne dłonie będą pieścić, dotykać jej ciało. Że będzie pojękiwać, wzdychać pod ich naporem. A to nie będę ja, tylko on, ten obcy. Intruz. Bo to ja chciałbym ją pieścić, muskać, całować każdy centymetr jej ciała. Oglądać śpiącą, nagą, kiedy się budzi, kiedy się kładzie, chodzącą boso po domu, pracującą przy biurku. Kiedy jest zła, kiedy się smuci, kiedy się śmieje. Bo to ja chciałbym mieć ją na własność. Móc wchodzić w nią by dawać zadowolenie, by samemu czerpać z tej chwili rozkosz. Pozostaną wspomnienia. Jak długo jeszcze będzie to trwało? Chciałbym aby to uczucie jak najszybciej mnie opuściło. Bo to boli i męczy. Chciałbym znaleźć choć jeden powód by móc znienawidzić. Nie znajduję. To minie. Minie jak wszystko. Nawet po największej nawałnicy zawsze wychodzi słońce. Czas rozmarze obraz, zniekształci kontury, ale nie zapomnę. Nie wiem jak dokonała tego w tak krótkim czasie, ale wryła się w umysł i zawłaszczyła kawałek mojego serca na zawsze. To co myślisz, można się tak zakochać?
 
 - Yyyyy... kurcze, nie wiem co ci powiedzieć…??? Bo ja wiem..., noooo..., chyba można...
 
 - No właśnie. O rany! Już po dziewiątej?! Dobra, muszę uciekać. 
 - Czekaj, czekaj, a co u was?
 - Nic szczególnego, Anka dzisiaj wraca z dzieciakami. Zadzwonię jutro, to pogadamy.
Tak szybko jak się pojawił, zniknął. Ale w zasadzie o co mu chodziło? O, kawa już się zaparzyła. 


Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.