Ja o sobie

Moment narodzin to jednocześnie mój największy życiowy sukces. Niczego co nastąpiło poźniej nie udało mi się zwieńczyć podobnej miary triumfem i jest to jedyne tak spektakularne jak również zrealizowane osiągnięcie, do którego choć w minimalnym stopniu, ale się przyczyniłem.

Gdybym chciał rozprawiać o edukacji, to z przekonaniem mogę powiedzieć - na łopatki nie kładzie. Brak w niej czerwonych pasków i wyróżnień. Wyjątek na tej bezludnej wyspie stanowi funkcja Przewodniczącego Samorządu Szkolnego pełniona w szkole podstawowej. Brzmi dumnie, ale czy jest się czym chwalić? Funkcja sprawowana przecież jeszcze w okowach dawnego reżimu i niejeden zawistny mi to wytknie.
W grudniu 1989 roku, być może by zrzucić z siebie grzech kooperacji z systemem, albo też z większą mocą wpłynąć na rys nowej rzeczywistości, pojawiłem się na manifestacji rocznicowej upamiętniającej wprowadzenie stanu wojennego. Resztki systemu chciałem dobić. Miałem prawo, bo tenże system Teleranka mnie pozbawił, a w zamian łysiejącego gnoma na tle przekrzywionej flagi zaoferował. W stronę znienawidzonych suk i gmachu - byłej już wtedy - partii z werwą i zaangażowaniem kamieniami napiżdżałem. Ani chybi, musiałem to czynić zza małym przekonaniem, bo opozycjonistą stać się na trwałe nie zdołałem. Taka dola, lecz co sobie porzucałem, to moje. Nigdy później Milicja - po rebrandingu Policja - już mnie nie ganiała. Może rozmijam się nieco z prawdą, ale na pewno nie w tak szczytnym dla mnie, jak obrona Ojczyzny celu. Rzeczone epizody całkowicie mój związek z działalnością polityczną wyczerpały.

Kariery nawet w najbardziej podłej dziedzinie nie zrobiłem i nadzieję porzuciłem, że jakiejkolwiek dostąpię. Wraz z panującą modą podążam i nie powiem, nawet mi się podoba - pracę w korpo porzuć, wyścig z wszechobecnym konsumpcjonizmem odpuść, bieg życia zredukuj, herbatę pij wyłącznie ze słoika, ślij czytelne sygnały wokół, że na wszystko masz wyłożone, przeprowadź się w Bieszczady, a jeśli nie dasz rady to przynajmniej na plac Zbawiciela. Owe trendy - poza przeprowadzką - zwietrzyłem lata świetlne temu, w czasach jeszcze przedhipsterskich i lansuję z zapałem, o który sam bym się nie posądzał. Poza tym niewiele potrafię, jeszcze mniej wiem, a mimo wszystko utrzymuję się na powierzchni. Gdybym tylko miał pewność że istnieją, nazwałbym to cudem.

Zawodowo, dzień za dniem zajmuję się produkcją nawozu oraz tlen, azot, resztę gazową w dwutlenek węgla przetwarzam. Skomplikowane? Orłem się nie czuję, z ręką na sercu zapewniam, każdy by podołał zadaniu. Namawiam do prób. Ponadto, w życiowym zamieszaniu i zupełnie przypadkiem, w robieniu dobrego wrażenia się wyspecjalizowałem. Dzieje się to gdzieś poza mną i nie do końca orientuję się z czego wynika. Mimo że odzywam się niewiele, w czym tkwi może właśnie mój sukces, bywam odbierany na salonach jako ostoja mądrości z domieszką inteligencji przechodzących z pokolenia na pokolenie. Zadziwia mnie to nieustająco. Zawieszam się cyklicznie, myślami błądzę w innym miejscu niż przebywam ciałem, ust nie chce mi się otwierać, a jednak przypadkiem i jakby na przekór temu, okazuje się, że to moje nic nie mówienie splendoru mi dodaje. Głupi nie jestem, zaprzeczać nie będę.

Poza tym osobnik ze mnie średnio imponujący. 176 centymetrów kolosa ze mnie nie czyni. Jestem złośliwy, uparty i cyniczny. Kocham mieć rację, chociaż akurat tutaj oryginalny nie jestem, bo kto jej nie lubi mieć, ale nienawidzę za to nikomu jej przyznawać. Dostaje łupieżu na wszystko co zaczyna się od „muszę”. Mimo czterdziestu lat wciąż świetnie się zapowiadam. Byłem w Watykanie, widziałem Licheń. Moczyłem pięty w dwóch oceanach. Jadłem frytki w Mc'Donaldzie, piłem kawę w Sturbacksie. Zdarzyło mi się urąbać Rakiją i chorwacką śliwowicą. Człowiek jak mówią, nie wielbłąd, pić musi. Byłem na wieży Mariackiej gdy grali hejnał, przeżyłem zaćmienie słońca. Spałem na ławce w Kaliszu Pomorskim, piłem wodę z kwiatków. Zdobyłem Giewont, przepłynąłem Odrę. Paliłem trawkę i Camele. Chorowałem na zatoki, którymi Danuta Matka straszy mnie do dzisiaj ile razy czapki zimą na czerep nie założę. Mówię po włosku, choć kompletnie go nie znam. Na koniec tego wszystkiego lubię przyglądać się ludziom i temu co mnie otacza. Mój umysł generuje wszystkie spostrzeżenia i w swój nieco pokrętny sposób stara się tłumaczyć na zrozumiały język ludzkie zachowania. Te zaś, im dłużej popylam po świecie coraz większą ilość pytań u mnie wywołują.

Oto Ja. 

2 komentarze:

  1. Chylę czoło.
    Nieczęsto zdarza się trafić na blog z tak rozbudowaną zakładką "o mnie".
    Kolejne nieczęsto zdarza się czytać o tak bardzo pikantnych z życia smaczkach, jakim są zatoki.
    I jeszcze jedno chylę czoło przed sobą samą, że przeczytałam ten tekst cały, po bardzo długiej pracy, tuż przed krótką nocą.
    Pozdrawiam, zostaję na dłużej.
    Resztę wyczytam jutro, bo zapowiada się smacznie jak u mało kogo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, podbudowałaś mnie o poranku. Rozbudowana zakładka „ O mnie”, znaczy mam bogate życie i wiele dokonałem. Chociaż z drugiej strony może też świadczyć o niewąskim przynudzaniu? Yyyyy… wolę pierwszą wersję, z bogatym życiem.
      Cóż, zatoki pozostawiły mi chyba sporą rysę na umyśle. Trauma lat dziecinnych. Do dnia dzisiejszego gdy tylko słońce zachodzi we wrześniu, zakładam capurek by je chronić, a zdejmuję dopiero późnym majem. Nie wiem czy potrzebnie, czy to tylko skrzywienie, ale musiałem dokonać symbolicznego wyzwolenia i się z tym uzewnętrznić. Pomóc nie pomogło, Żona się śmieje, a ja capurek wciąż zakładam. Można powiedzieć, sukces mojej Mamy. Nanaczyła mnie do końca życia.
      Ciekawi mnie jedno. Skoro zdołałaś dobrnąć do końca, mimo wyczerpującej pracy jak twierdzisz, oznaczałoby to, że być może jednak nie dałaś w tej pracy z siebie wszystkiego, hę? Ni mniej, ni więcej, widzę że się upierasz, a kultura u mnie jest, więc nie będę Cię odciągał od pomysłu pozostania tutaj. Czytaj do woli i ile wlezie. Kawy Ci nie zaproponuję z oczywistych względów, ale siedź tu jak najdłużej. Tylko nie wyczytaj wszystkich literek, bo będę musiał pisać od nowa. A zupełnie poważnie, bo też taki czasem bywam - bardzo miło mi się zrobiło. Dziękuję za takie słowa.

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.